niedziela, 24 października 2021

Zwierciadło piekieł - Graham Masterton [RECENZJA]


 Od momentu przeczytania pierwszej powieści grozy Grahama Mastertona - a było to lata temu, ledwo co stuknęła mi osiemnastka - aż po dziś mam do pisarza stosunek bliżej nieokreślony. Daleko mi do miana fana, tak jak daleko do antyfana. Ot, jak trafię gdzieś na wyprzedaży, to biorę, choć niekoniecznie żeby przeczytać tu i teraz. Ba, kilka jego straszaków kurzy się na moich półkach od nie przymierzając dziesięciu lat. Mam go w zasadzie za wyrobnika. Z takim też nastawieniem podszedłem do Zwierciadła piekieł, który wpadł mi w oko jako audiobook z plejadą aktorów, słuchowiskiem w zasadzie. Zacząłem więc słuchać uszami, a skończyłem czytać oczami, bo w międzyczasie wygasła mi testowa subskrypcja, a ebooka znalazłem na Legimi. No i wiecie co - zaskoczyłem się. Pozytywnie. Wciąż nie tak, by rzucić się jak szczerbaty na suchary po jego dziesiątki nieznanych mi jeszcze horrorów, ale na pewno raz do roku (albo częściej) zerknę w jego stronę. 

Martin Williams, scenarzysta z Hollywood, pisze scenariusz musicalu oparty na życiu młodego aktora z lat trzydziestych, Boofulsa. Tragiczna historia chłopca, który został zabity przez własną babcię staje się jego obsesją. Pewnego dnia Williams natrafia na lustro, które wisiało niegdyś w domu młodego gwiazdora i widziało jego śmierć. Wydaje na nie ostatnie pieniądze. Z czasem okazuje się, że nie był to wymarzony zakup, ale najgorszy z koszmarów...

Książka zaczyna się spokojnie, leniwie wręcz. Masterton bez pośpiechu szkicuje charaktery bohaterów i z detalami opisuje złą legendę, jaką obrósł  Boofuls, złote dziecko lat 30. XX wieku. Bestialsko zamordowany i rozczłonkowany przez babcię został skazany na zapomnienie, dziś nikt nie chce o nim mówić, o nim słyszeć, a tym bardziej wykładać mamonę na filmy mu poświęcone. Martin ma jednak na punkcie Boofulsa obsesję, a te często sprowadzają na ich właścicieli kłopoty. 

Mnie ten długi rozbieg przed właściwym wyścigiem, pędzącą na łeb i szyję akcją w przeciwieństwie do wielu czytelników wypowiadających się na temat książki w serwisie Lubimy Czytać wcale nie przeszkadzał, nie nudził. Pozwolił zżyć się z bohaterami, za sprawą czego gdy już zaczęło się dziać, mogłem im kibicować, a nie tylko wzruszać ramionami czekając na finał. 

Rozczarowujące z mojej perspektywy jest jednak rozwiązanie tajemnicy tożsamości Boofulsa i tego co wyprawia się za zamkniętymi drzwiami pewnego luksusowego onegdaj hotelu. Oczekiwałem czegoś mniej banalnego. Masterton nie pozostawia miejsca na niewiadome, na tajemnice, jak już wali, to z grubej rury, co według mnie rozbija większość z takim mozołem budowanego klimatu powieści. Mógłby chłopina nieco stonować swoje zapędy ;) 

Ale są też zalety końcowych partii książki, a przede wszystkim jedna - sposób przedstawienia świata po drugiej stronie lustra. Masterton opisuje go bardzo plastycznie i niepokojąco. Przyznam, że w kilku miejscach miałem ciarki na plecach. 

Sam finał jest jednak szybki i do bólu zębów standardowy. 

Mimo wszystko wciąż przeważają plusy i śmiało mogę określić Zwierciadło piekieł dobrą opowieścią gatunkową. Nieźle pomyślaną, z kilkoma uroczo obrzydliwymi scenami z "krwią i flakami", klimatyczną. Mógłby być z tego materiał na serial telewizyjny. Ja bym obejrzał. 


Przeczytane (w połowie) na Legimi (ebook)

Jeśli macie ochotę skorzystać z zasobów Legimi przez 30 dni za darmo (zamiast 7 dni) i przeczytać tę oraz inne książki, kliknijcie tutaj


Przesłuchane (w połowie) na Audiotece, o tutaj


2 komentarze:

  1. Miałam kilka podejść do twórczości tego autora i raczej jest mi z nim nie po drodze, więc już dawno przestałam po niego sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twórczość autora znam wybiórczo. Od siebie w mroczniejszych klimatach polecam ostatnio przeczytany kryminał "Zew", który jest bardzo wciągający już od pierwszych stron :)

    OdpowiedzUsuń