niedziela, 10 listopada 2013

1953: KGB Unleashed - Recenzja [PC]

1953: KGB Unleashed, producent: Phantomery Interactive, PC, przygodowa

Kiedy pierwszy raz trafiłem na 1953: KGB Unleashed, byłem przekonany, że mam do czynienia z kolejną produkcją z gatunku Hidden Object, które to - nie ukrywajmy - są zazwyczaj strasznie płytkie i nie oferują szczególnie wyszukanych wrażeń. Tak, tytuł jest głupawy, strasznie krzykliwy, a mnie pozostaje żałować, że gra nie ukazała się pod oryginalną nazwą, brzmiącą Phobos: 1953. Jakby nie było, to w sumie detal, a że potrafię korzystać z wyszukiwarki internetowej (taki ze mnie kozak, a coście myśleli!), w kilka minut później byłem już uświadomiony. KGB Unleashed to kolejne dzieło grupy Phantomery Interactive, odpowiedzialnej za niezwykle klimatyczne Sublustrum - w które miałem przyjemność grać jakieś dwa lata temu - a w dodatku klasyczna przygodówka. Kiedy zobaczyłem, że KGB w wersji na Steam dostępne jest w polskiej wersji językowej, szybko sięgnąłem po portfel i w kilka minut później dzieło Rosjan było już gotowe do pobrania, co też szybko nastąpiło. Dość tego przydługiego wstępu, czas na soczyste konkrety.

Miejscem akcji gry jest wnętrze opuszczonego bunkra, na terenie którego miały miejsce jakieś paskudne pseudo-medyczne eksperymenty na ludziach. Trafiamy tam w skórze mechanika, a naszym zadaniem jest opuścić ów miejsce w jednym kawałku, odkrywając po drodze tajemnice, które skrywają jego ściany. Klimat to zdecydowanie najmocniejsza strona tej produkcji. Realia tamtych mrocznych lat odtworzone są perfekcyjnie, a odkrywanie i przeszukiwanie kolejnych pomieszczeń stanowi autentycznie fascynujące przeżycie.

Rosnące napięcie można nieco
rozładować przy pomocy żartów
Jak już wspomniałem, 1953: KGB Unleashed to typowa, staroszkolna (nie lubię tego słowa, a nie potrafię przestać go używać) przygodówka point&click. Tak, głównie wskazujemy i klikamy, a wszystko to w statycznej grafice przy pierwszoosobowym widoku. Poruszamy się węzłowo, po z góry wytyczonych przez autorów ścieżkach, dokładnie jak w produkcjach ze stajni Cryo. Grze bliżej jednak do Mysta niż dzieł świętej pamięci francuskiej firmy. Całość jest bowiem zbiorem zagadek, czy to ekwipunkowych, czy typowo logicznych. Nie znajdziemy tu żadnych postaci, z którymi będzie się dało wejść w interakcję (poza małymi wyjątkami, o których za moment). Fabułę poznajemy poprzez lekturę porozrzucanych po całym kompleksie dokumentów, notatek, czasopism etc. oraz tajemniczy głos wydobywający się od czasu do czasu ze wszędobylskich głośników radiowęzła (oto i jeden z dwóch wyjątków). Czytania jest dużo, ale materiały są na tyle interesujące, by przedzieranie się przez tenże nie skutkowało samoistnym opadem powiek. Niektóre papierzyska są wręcz fascynujące, że wspomnę choćby o relacjach z testowania na ludziach leków, opisu działania trujących gazów, transkrypcjach różnych rozmów... czasem aż dreszcz przechodzi po plecach, zwłaszcza, że teksty stylizowane są tak, by ich treść wyglądała na autentyczną. A może, kto wie, wiele z nich istotnie jest autentyczna? 

Większość pomieszczeń zdobią
propagandowe plakaty
Ale co z zagadkami i ich poziomem? Gra, choć śmiesznie krótka, do łatwych nie należy. Łamigłówek wiele nie ma, ale skonstruowane są w sposób ciekawy i dosyć logiczny. Wystarczy mieć oczy dookoła głowy, badać wszystko, co do zbadania jest możliwe, no i - rzecz jasna - odpowiednio kojarzyć fakty. Przykładem niech będzie tu jedna z pierwszych zagadek, związana z radiem i ukrytym pokojem. Sposób jej rozwiązania znaleźć można wyłącznie za pomocą dedukcji ;-) Często jesteśmy też zmuszeni do podnoszenia i korzystania z przedmiotów, ale akurat to do skomplikowanych zadań nie należy. 

Oprawa graficzna pozbawiona jest wodotrysków, rozdzielczość to zaledwie 1024x768, ale wrażenia wizualne oceniam całkiem pozytywnie. Nie są może aż tak urzekające jak w przypadku Sublustrum, w końcu tu zwiedzamy tylko zapyziały bunkier, ale wszystkie lokacje wyrenderowane są bardzo pieczołowicie i przykuwają wzrok. Dźwięk i muzyka dawkowane są oszczędnie, ale świetnie wpasowują się w charakter rozgrywki - ambient pełną gębą i bez wątpienia jeden z najlepszych elementów składowych gry. Polska wersja również zasługuje na słowa uznania. Pod względem tekstowym tłumaczenie jest na piątkę z plusem, a i dubbing (tak, gra jest z polskim dubbingiem!) nie razi naszych uszu żenującymi głosami aktorów. 

Już to zasygnalizowałem, ale powtórzę się - KGB Unleashed jest bardzo krótkie. Bez czytania dokumentów i grania z solucją w ręku można go przejść zapewne w czasie poniżej 40 minut, dlatego też z góry odradzam tego typu wspomagacze. Mnie rozgrywka zajęła niecałe 6 godzin, co niestety zbyt dobrym wynikiem nie jest, ale zważywszy na kwotę, którą przyszło mi za ten tytuł zapłacić (poniżej 10 złotych na Allegro), wydatku ani przez moment nie żałowałem. Gra dla wąskiego grona odbiorców, fanatyków gatunku. Jeśli się do nich zaliczacie, na pewno czas spędzony w bunkrze nie okaże się stracony. Mnie się podobało i gdyby autorzy przedłużyli zabawę o jakieś 3-4 dodatkowe godziny, ocena byłaby co najmniej o oczko wyższa. 

Ocena: 6/10

Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Ciekawa grafika, klimaty też moje, ale Mystopodobne przygodówki mnie nie kręcą, za mało się dzieje :-D Gdyby to był jakiś FPP... o tak, chętnie.

    OdpowiedzUsuń