środa, 6 listopada 2013

Quarantine 2: Terminal (2011) - Recenzja

Quarantine 2: Terminal, Kwarantanna 2: terminal, reżyseria: John Pogue, horror, 2011

Pamiętacie [REC], świetny hiszpański horror, który kilka lat temu narobił w świecie kina grozy niemałego szumu? Quarantine to jego amerykański odpowiednik, remake. Nie od dziś przecież wiadomo, że leniwi amerykanie brzydzą się przymusem czytania napisów w kinie, powtórka z rozrywki musiała więc stać się faktem. Dziwi jedynie szybkość, z jaką to nastąpiło (remake tak świeżej produkcji - coś tu chyba nie gra). Odgrzewany kotlet okazał się niezbyt smaczny, ale przy okazji premiery kontynuacji dzieła Hiszpanów pojawiła się również druga cześć Kwarantanny. Tym razem - co może być nieco zaskakujące - film oparty jest jednak na oryginalnym scenariuszu - z drugiego [REC]-a nie zerżnięto zupełnie nic. Czyżby seans miał okazać się miłą niespodzianką? Łapcie za popcorn, zaczyna się.

Początek może sprawiać wrażenie taniego kina katastroficznego. Jesteśmy świadkami jednego z wielu codziennych lotów samolotu pasażerskiego. Podczas krótkich scen poznajemy mniej więcej każdego z bohaterów - klasyczna dla tego typu produkcji mieszanka kontrastujących osobowości - wiadomo, aby później, gdy już zawiąże się akcja, można było pokazać kilka efektownych scen, spięć i buzujących emocji. Nagle, po pewnym wydarzeniu, o którym nie będę się rozpisywał, jeden z pasażerów zostaje zarażony wirusem, który zamienia go w krwiożerczą bestię. Całkiem ciekawe kilkanaście minut - niewielka przestrzeń samolotu, z której nijak nie da się uciec, wszechobecne poczucie osaczenia, klaustrofobii, a całość zagrana i zrealizowana może nie rewelacyjnie, ale tak, by zbytnio nie przeszkadzać. Ot, wystarczy delikatnie zmrużyć oczy, a wszelkie usterki stają się niewidoczne ;-)

Samolot w końcu jakoś ląduje, ale wcale nie oznacza to dla bohaterów ratunku. Terminal, do którego się ewakuują zostaje poddany przez wojsko kwarantannie. I to właśnie na jego przestrzeniach będzie się toczyć główna część filmu. Pasażerowie i załoga samolotu są zdani tylko na siebie, a z godziny na godzinę liczba zarażonych wciąż wzrasta...

Pierwsze pół godziny filmu oglądało mi się całkiem przyjemnie, później jednak całość staje się dosyć schematyczna. Miejsce akcji niezbyt efektowne wizualnie, a w dodatku wszystko okryte jest mrokiem, przez co skupiamy się głównie na bohaterach. A ci jakoś oszałamiająco interesujący nie są. Jak już wspominałem, taka klasyka telewizyjnych produkcji - utożsamić się z nimi raczej nie da, a i z kibicowaniem podczas walki o życie bywa różnie. Aktorsko poprawnie o tyle, na ile pozwalają na to przeciętne dialogi. Przed ekranem przytrzymują przede wszystkim okazjonalne krwawe sceny - realizacja tychże wypada całkiem fajnie (budżet niezbyt wysoki, trzeba to mieć na uwadze) i po prostu jest na czym zawiesić oko. Szkoda tylko, że nie ma ich nieco więcej. Tak więc brniemy, krok po kroku, do finału, który, cóż, z kapci nikogo nie wyrzuci - do bólu standardowy. 

Podsumowując, druga Kwarantanna to film zrobiony poprawnie. Potrafi na chwilę zainteresować, jednak w dalszej części staje się monotonny i oglądamy go w sumie tylko z czystej ciekawości, po to, by zobaczyć, czy twórcy nie mają jeszcze jakiejś ciekawej sceny w zanadrzu. Nie rozczarowałem się, gdyż nie oczekiwałem właściwie niczego ponad to, co otrzymałem. Obejrzeć można, miłośnicy zombie i tajemniczych wirusów bez obaw o swoje zdrowie psychiczne (oraz fizyczne) mogą rzucić okiem. Pozostali niech sobie odpuszczą. 

Ocena: 6/10

Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Nie oglądałam, ale recenzja bardzo ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Po kontynuacji spodziewałem się totalnej padaki, taka ocena i tak jest zaskakująco wysoka. Obejrzę!

    OdpowiedzUsuń