piątek, 27 grudnia 2013

Tajne Akta: Tunguska - Recenzja [PC]

Tajne Akta: Tunguska, Secret Files: Tunguska, producent: Animation Arts, PC

Będąc maniakiem gier przygodowych, czuję się niemalże w obowiązku sięgać po każdy wydany w naszym kraju tytuł z tą etykietką gatunkową. Oczywiście dopóki mnie na to stać, gdyż piractwa nie toleruje i staram się je zwalczać w każdej nowo poznanej osobie zasysającej gry z torrentów-chomików-czegokolwiek innego (drżyjcie, piraci!). Nie miejcie mi więc za złe - drodzy przeciwnicy przygodówek - że recenzje gier tego typu będą się ukazywać na Stacji dosyć często. Mówię oczywiście o tekstach, które wypełzną spod mojej klawiatury. Dopóki nikt nie zechce dla nas pisać o grach, ten stan będzie się utrzymywać. A skoro już brnę w te dygresje - może ktoś z was ma kilka recenzji gier w szufladzie, którymi chciałby się podzielić? Chętnie przyjmiemy nową twarz do ekipy ;-)

W porządku, ogłoszenie w tekście zaimplementowane, czas na temat przewodni tego posta - wrażenia po godzinach spędzonych przy grze, o której chcę dziś opowiedzieć (chłopie, pamiętaj o założeniach SSS ;] - RePeG). 

Fabuła została oparta na katastrofie w Tungusce, która miała miejsce 30 czerwca 1908 roku. Oficjalna wersja mówi, że spadł tam wielki meteoryt, wywołując ogromne spustoszenia (powalone drzewa w promieniu 40 km, a sam moment uderzenia słyszany był jeszcze 1000 km dalej). Bardziej tajemnicze były rozmaite anomalie, które zostały co prawda zgrabnie przez speców i rząd wytłumaczone, jednak miłośnicy rozmaitych teorii spiskowych z miejsca zaczęli szerzyć plotki i domysły, z których ta o UFO należy do najmniej szalonych. Co tak naprawdę zdarzyło się na Tungusce? Swoją wersję zdarzeń przedstawiają producenci gry. Nina, główna bohaterka, wyrusza tam po tym, gdy na miejscu w niewyjaśnionych okolicznościach znika jej ojciec. Mężczyzna badał właśnie sprawę katastrofy. Czyżby trafił na jakiś ślad, którego znaleźć nie powinien?

Tunguska to w pełni znaczenia tej frazy klasyczna przygodówka. Całość zabawy polega na używaniu znalezionych przedtem przedmiotów, prowadzeniu rozmów i rozwiązywaniu zagadek. Nie znajdziemy tu żadnych zręcznościowych zapchajdziur - i bardzo dobrze. W dobie potężnych komputerów i gier nastawionych na akcje, efekty itd., to już rzadkość, która mocno cieszy.

-To jest napad, oddawaj motocykl!
Oprawa graficzna, mimo że niemal statyczna (co za rym, no proszę, a ponoć poetą nie jestem ;), naprawdę cieszy nasz narząd wzroku. Lokacje zostały wykonane z dbałością o najmniejsze nawet detale i zwyczajnie jest co pooglądać (pomijając bohaterkę ;). Również przerywniki filmowe są całkiem ładne i odtwarzają się dokładnie tam, gdzie powinny. Nie jest ich ani zbyt mało, ani przesadnie dużo.

Muzyka i dźwięki, a przy tym również polska wersja (o niej za moment) są całkiem niezłe. O ile muzyka dawkowana jest bardzo oszczędnie, a utworów zbyt dużo nie nagrano, to dźwięki otoczenia brzmią bardzo w porządku. Do tego stopnia, że chwile pozbawione tła muzycznego wcale nie przeszkadzają. 

Zagadki, jakie napotkamy podczas przygody są bardzo dobrze pomyślane. Do najprostszych nie należą, na pewno nie rozwiążemy ich przy jednoczesnym zakuwaniu do mającego się odbyć następnego dnia egzaminu z fizyki, ale i nie utkniemy nigdzie do tego stopnia, by bluzgać na wszystko, co żywe i nieżywe w najbliższym otoczeniu. Ci mniej cierpliwi mogą bowiem spojrzeć w dziennik bohaterki, który zawiera od czasu do czasu pewne podpowiedzi.

Polska wersja, jak już napomknąłem, jest dobra. Teksty zostały przełożone poprawnie, choć bez jakiegoś polotu. Głosy brzmią zaś raczej przeciętnie, aktorzy potrafią nie trafić w odpowiednią intonacje, no i trochę zbyt często mamy wrażenie (słuszne), że spotkany właśnie robotnik ma zadziwiająco podobny głos do strażnika i detektywa, z którymi gawędziliśmy jakiś czas temu. W sumie jest jednak solidnie, a na szczególną uwagę zasługuję instrukcja z premierowej edycji gry. Jest obszerna, wydrukowana na kredowym papierze i zawiera mini album ze szkicami, obrazkami i tym podobnymi dodatkami. Miłe.

Co mogę dodać na koniec? Tunguska jest tytułem godnym uwagi każdego fana przygodówek. Znajdziemy w niej wszystko to, co w tym gatunku najlepsze, a do tego wyważone tak, jak gdyby składniki dobierał kucharz z co najmniej dwugwiazdkowej restauracji. Warto posmakować efektu finałowego.

Ocena: 7+/10

Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Grałam! 20 minut ale grałam!;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem fanką RPG, ale do przygodówek mam całkiem blisko - kiedyś z pewnością zapoznam się z tym tytułem, bo to nie pierwsza dobra recenzja którą czytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie Tajne akta nie przekonały. Polski dubbing jest tu niestety kiepski, głównej bohaterce zaginął ojciec, a ona mimo to każdą swoją kwestię wypowiada z olbrzymim entuzjazmem. Fabuła nieźle się zapowiada, ale z czasem staje się mało oryginalna i momentami śmieszna. Podobnie jest z zagadkami - początkowo są fajne, później coraz słabsze i czasem mało logiczne.

    OdpowiedzUsuń