niedziela, 5 stycznia 2014

Arcadius - Recenzja [JAVA]

Arcadius, producent: HandyGames, JAVA, arcade

Arcadius już przy zapowiedzi jawił się jako swego rodzjau powrót do korzeni kosmicznych shoot'em upów. Jako Gracz wychowany na NESie i SNESie nie mogłem odmówić sobie przynajmniej rzucenia okiem na najnowsze dzieło znanego studia HandyGames

Tytuł wita nas zaprojektowanym na wzór automatu głównym menu. Do dyspozycji otrzymujemy standardowy wybór opcji (nowa gra, rekordy, ustawienia, informacje, wyjście
), nad którymi nie warto dłużej się zatrzymywać. Przejdźmy więc do gry właściwej. Na zaliczenie czeka piętnaście etapów rozrzuconych na pięciu kampaniach. Momentem kluczowym każdej z nich jest starciem z szefem planety, tak więc w sumie w grze zawartych jest dziesięć klasycznych etapów oraz pięć bitw z ogromnymi bydlakami. Dużo to, czy nie? Patrząc przez pryzmat innych tytułów tego typu, jest to liczba całkiem imponująca. Z zasady shoot'em upy to gry krótkie, ale o bardzo wyśrubowanym stopniu trudności, przez co aby je przejść, należy podchodzić do gry nawet kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy. Tutaj niestety (bądź stety) tego nie doświadczymy i Arcadiusa ukończyć można za jednym podejściem. Owszem, stopień trudności momentami jest dość wysoki, ale duża liczba kontynuacji w zupełności wystarcza, by wygrać grę bez przymusu rozpoczynania jej od początku. 

Arcadius to klasyczna w pełni znaczenia tego słowa kosmiczna strzelanka. Oznacza to nie mniej, nie więcej, jak ciągły lot w górę ekranu (automatyczny scrolling), naparzanie do wrogich statków i innych przeszkód podczas jednoczesnego unikania ich ataków oraz zbieranie pojawiających się czasem power-upów. Ot, cała filozofia. Niby proste, ale wystarczy chwilę pograć, by zdać sobie sprawę, że ta archaiczna formuła wciąż się sprawdza. Warto wspomnieć ponadto o wszelkich "znajdźkach", do których zaliczają się osłony, upgrade'y broni i sama broń. Tej jest zaledwie kilka rodzajów, ale wraz z możliwością dopakowania każdej z nich, daje to spore pole do popisu i testowania. Wszystkie gadżety znajdujemy wyłączenie poprzez zabijanie wrogów, po których od czasu do czasu zostaje jakaś niespodzianka. Zróżnicowanie samych przeciwników niestety nie wygląda zbyt dobrze. Powtarzają się trochę za często i po pewnym czasie znamy już cały schemat ataków poszczególnych jednostek latających, przez co jedynym powiewem świeżości są bossowie. 
Zapewne szybko zwrócicie uwagę na fakt, że każdy typ wroga występuje w czterech różnych kolorach. Ma to swoje wyjaśnienie, ponieważ po każdej wygranej kampanii otrzymujemy kryształ, pozwalający na zmianę koloru amunicji (za pomocą lewego klawisza funkcyjnego). Pozwala to na szybsze zestrzeliwanie wrogów o tej samej barwie, co obecnie używane pociski. Wprowadza to momentami spory chaos (jednoczesne strzelanie, unikanie przeszkód i zmienianie typu amunicji), ale można się przyzwyczaić - dla chcącego nic trudnego, jak to niektórzy mawiają.

A to co, klocki z Tetrisa?
Pod względem graficznym Arcadius przedstawia się dosyć... nietypowo. Wszystkie elementy stylizowane są na klasyczny oldschoolowy styl. Cóż to oznacza w praktyce? Pikseloze i kanciastość. Aczkolwiek, według mnie, autorzy nieco przesadzili z wielkością pikseli i całość przypomina bardziej budowlę z klocków Lego, niż ośmiobitową produkcję. Nie zmienia to jednak faktu, że grafika ma swój niepowtarzalny urok i (niestety) jak wszystko, co inne, albo się spodoba, albo wręcz przeciwnie, odrzuci. Proponuje spojrzeć na screeny czy gameplay'a i ocenić samemu. Tła prezentują się przyjemnie, choć trochę monotonnie - przez niemal całą planszę widzimy wciąż te same elementy wystroju. Dużym zaskoczeniem, przynajmniej w mojej opinii, okazała się oprawa dźwiękowa. Muzyka rozbrzmiewa podczas całej gry, utworów jest dużo i wpadają w ucho. Ciekawe i urozmaicone są też same sample dźwiękowe. Tak moim zdaniem powinny wyglądać od strony audio wszystkie gry Java - brawa dla twórców.

Produkcja podziela niestety los setek innych komórkowych dzieł i można ją ukończyć w czasie niewiele większym jak 1-2 godziny. Ambitni mogą przejść grę raz jeszcze, tym razem wykonując wszystkie dodatkowe wyzwania (całkiem proste do osiągnięcia), ale grywalność nie jest już tak wysoka, jak przy pierwszym podejściu. Arcadiusa polecam zatem przede wszystkich fanom gatunku, którym tęskno za czasami kiedy pogrywali w tytuły typu R-Type czy Axelay. Pozostali, o ile tylko nie przeszkadza im specyficzna oprawa wizualna, również mogą sprawdzić grę w akcji, ale nie gwarantuje, że dadzą się jej porwać. 

Ocena: 8-/10

Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz