wtorek, 28 stycznia 2014

Manos: The Hands of Fate [ANDROID]

Manos: The Hands of Fate, producent: FreakZone Games, Android, cena: 7,73 zł

Jeden z wielu przykładów na to, że moda na retro trwa w najlepsze. Manos: The Hands of Fate to produkcja jakby żywcem wyjęta z ery NES-a i GBC. Wystarczy tylko spojrzeć na grafikę, posłuchać muzyki i dźwięków - naprawdę łatwo dać się nabrać, że oto mamy do czynienia z jakimś zagubionym tytułem sprzed lat. Czy to jednak wystarczy, by dać się porwać tej przygodzie?
Gatunkowo mamy standard - platformówkę. Bohater chodzi, skacze, strzela i to w zasadzie tyle z jego możliwości. Tak to kiedyś wyglądało. I nikt nie marudził. Dziś sprawdza się to wciąż przyzwoicie, aczkolwiek mając do wyboru Manos i emulator GBC czy NES-a oraz garść ROM-ów, wybrałbym bez wahania to drugie. Porównując dzieło studia FreakZone Games nawet do tych mniej cenionych produkcji na wymienione wyżej konsolę, wypada ono co najwyżej solidnie. Etapy są raczej krótkie, zaprojektowane bez większego polotu i w żadnym momencie nie wychodzące poza schematy. Jedynym bardziej uroczym motywem są walki z szefami, choć też tyłka nie urywają. 

Dość częsty widok w tej grze...
Jedno nie ulega żadnym wątpliwościom - gra ma szansę spodobać się wyłącznie osobom wychowanym na Pegazusie i jemu pochodnych sprzętach. Siermiężna oprawa audiowizualna, szczątkowa fabuła, stosunkowo wysoki poziom trudności, kiepskie sterowanie... chociaż nie, to ostatnie nie było raczej celowym zabiegiem. Poruszanie się bohaterem bywa nieco nieprecyzyjne, co odczuwałem przede wszystkim podczas walk z bossami. Ja rozumiem, rozplanowanie tego wszystkiego na dotykowym ekranie nie jest łatwe, ale opisywane nie tak dawno Swordigo pokazało, że wcale nie niemożliwe. Dwa pierwsze etapy nie sprawiają jeszcze problemu, późniejsze jednak co i rusz wrzucają na twarz grymas złości i chwilami autentycznie trzeba mieć nerwy z żelaza, by nie rzucić czymś o podłogę ;-)

W sumie, niezłe, sprawiające frajdę, ale na dłuższą metę frustrujące i po przejściu ostatniego etapu odczuwamy swego rodzaju ulgę. Za dwa i pół dolca chyba nie warto, ale jeśli znajdziecie gdzieś promocję, obniżkę o co najmniej połowę, można spróbować. 

Ocena: 6/10

Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz