sobota, 15 lutego 2014

4 Elements [Nintendo DS] [Recenzja]

4 Elements, producent: Mastertronic, Nintendo DS, logiczna

W "4 Elements" miałem okazję grać już ponad rok temu na telefonie komórkowym. Zabawa okazała się całkiem przyjemna - tytuł w sam dla odprężenia czy zabicia chwili czasu podczas nudnej, dłużącej się jazdy środkami komunikacji miejskiej. Nie tak dawno temu trafiłem na tę samą grę w wersji na DS-a. Z powodu niejakiej słabości do tego typu produkcji, nie potrafiłem odmówić sobie wydatku rzędu kilkudziesięciu złotych i kilka godzin później "4 Elements" wylądował w czytniku mojej konsoli.

Produkcja ta należy do typowych casualówek. Naszym zadaniem na każdej z 64 plansz jest dostarczenie jednego z czterech żywiołów do odpowiedniego punktu. Każdy etap pokryty jest klockami, pod którymi znajduje się ziemia blokująca dostęp żywiołu do miejsca docelowego. Niszczymy ją za pomocą łączenia klocków - przynajmniej trzech tego samego koloru, przy czym większe "zlepki" powodują dodatkowo wybuch, który usuwa pola będące w jego zasięgu. Zasady proste jak przysłowiowa budowa cepa. Rozgrywkę urozmaicają rozmaite dodatki, które znajdujemy na swojej drodze. A to leży gdzieś skała, którą możemy zniszczyć wyłącznie za pomocą strzały, a którą z kolei należy aktywować, a to znów niektóre pola wymagają kilku strąceń klocków i tak dalej i tak dalej. Pomocną dłoń w krytycznych sytuacjach wyciągają do nas przedmioty takie jak łopata (usuwa jedno pole), bomba, możliwość przesunięcia jednego klocka czy nawet przemieszania wszystkich na planszy. Oczywiście nie za darmo, ponieważ najpierw musimy je "naładować" za pomocą... rozbijania klocków, rzecz jasna :) Od czasu do czasu, tak dla urozmaicenia, będziemy musieli również m.in. znaleźć różnice pomiędzy dwoma obrazkami, co jest pomysłem dobrym, choć spalonym przez wykonanie pozwalające nie nieograniczoną możliwość kliknięć. Wystarczy więc stukać stylusem po całym ekranie i zadanie rozwiąże się samo.


Od strony audiowizualnej nie doświadczymy niestety żadnych cudów. Muzyka irytuje już po krótkiej chwili, a w dodatku poszczególne utwory brzmią jakby były składane z kilkusekundowych sampli. Wyraźnie słychać kiedy kończy się jeden, a zaczyna drugi. Zwyczajne partactwo.

Grafika, cóż, i tu "4 Elements" nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Takie sobie obrazki, takie sobie tła i takie sobie klocki nie są tym, czego można by oczekiwać. Irytują za to wyraźne spowolnienia gry, widoczne właściwie przez 95% rozgrywki.

64 poziomy w 4 księgach przekładają się na jakieś 7-8 godzin zbijania klocków. Niewiele, choć wątpię czy ktoś wytrwałby kolejne kilkadziesiąt etapów. Gra nudzi stosunkowo szybko. Brak jej tego czegoś, co nie pozwalałoby odejść od konsoli przez długi czas. Poza tym nie można wspomnieć o cenie. Jak wiadomo, gry na DS-a nie należą do tanich i fakt ten z miejsca przekreśla większość casualówek na handhelda Nintendo. Zwłaszcza tych przeciętnych. Gdybym miał polecać wam "4 Elements", to tylko we wspomnianej na wstępie wersji komórkowej - kilka złotych wydać warto, kilkadziesiąt już nie.


Piotr Wysocki

4 komentarze:

  1. Zazwyczaj nie gram w tego rodzaju gry. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie ciągnie mnie do tego. Uważam to za stratę czasu, a mam go naprawdę mało, więc poświęcać czas na grę, która nie wniesie nic do mojego życia nie wydaje mi się ciekawą perspektywą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wręcz przeciwnie, lubię w ten sposób marnować czas - pożerają go w szybkim tempie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pełno takich gier można spotkać w internecie, podziękuję. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń