poniedziałek, 10 lutego 2014

Pac-Pix [Nintendo Ds] [Recenzja]

Pac-Pix, Nintendo DS, producent: Namco, zręcznościowa, premiera: 2005

Pac Man to bez wątpienia ikona firmy Namco. Żółta kulka upodobała sobie zwłaszcza konsole, dlatego też nikogo nie zaskoczyło pojawienie się tytułu sygnowanego jej podobizną na Nintendo DS.

Zaskoczyć mógł zaś bardzo oryginalny pomysł przedstawienia nowych przygód Pac-Mana. Osobiście oczekiwałbym raczej kolejnego przerobienia klasycznej wersji gry, ewentualnie platformera, który całkiem dobrze przyjął się chociażby na leciwym PSX-ie. Ale nie, Nintendo, słusznie zresztą, postanowiło w pełni wykorzystać możliwości konsoli, a mówiąc to mam oczywiście na myśli dotykowy ekran. Sterowanie odbywa się bowiem w całości za pomocą stylusa. Naszym zadaniem jest narysowanie Pac-Mana, a potem wskazywanie mu drogi poprzez stawianie kresek na jego drodze. Nie zbieramy jednak kuleczek, a…duchy. Otóż to, duchy nie robią nam w Pac-Pix żadnej krzywdy. Utrata życia możliwa jest tylko w przypadku wyjścia Pac-Mana poza ekran, o co, wbrew pozorom, nie tak trudno. Tak, gra nie należy do łatwych, wręcz przeciwnie, na dalszych etapach jest piekielnie trudna. Z czasem oprócz zjadania duszków musimy również uruchamiać w odpowiedniej kolejności przyciski, coś wysadzać, czy nawet strzelać z łuku. Strzały i bomby należy narysować rzecz jasna samemu, ale nowe umiejętności wprowadzane są stopniowo i bardzo dokładnie tłumaczone. Wszystko po to, aby uczynić grę jak najmniej skomplikowaną, co nie znaczy jednak łatwiejszą :)

Oprawa graficzna gry plasuje się gdzieś pomiędzy przeciętna a całkiem ładna. Wszystko wygląda tak jak powinno, ale nie oszukujmy się, takie rzeczy widzieliśmy nie raz na starszym handheldzie Nintendo. Nie można jednak odmówić grafice stylu i klimatyczności. Podobnie jak dźwiękom i muzyce. Są to głównie przerobione sample z klasycznego Pac-Mana i co tu dużo mówić – brzmią prześwietnie.

Role się odwróciły, paskudy!
Pac-Pix wciąga i to z ogromną mocą. Czas przy grze właściwie nie istnieje – nie raz łapałem się na tym, że przysiadając do niej na chwilkę, konsolę wyłączałem dopiero po dwóch godzinach. Syndrom jeszcze jednego podejścia jest tu wyraźny jak rzadko kiedy. Szkoda jednak, że nie na zbyt długo. Po kilkunastu godzinach do zabawy zaczyna wkradać się znużenie i frustracja, zwłaszcza jeśli po raz dziesiąty bezskutecznie próbujemy przejść dany świat.
Wystarczy jednak odpocząć kilka dni i znów jakaś tajemna siła ciągnie do ponownego odpalenia Pac-Pixa.

Jak więc widzicie, gra warta jest zakupu, a już na pewno przynajmniej przetestowania u kolegi czy koleżanki. Gwarantuje, że bez względu na pierwsze wrażenie jakie produkcja na Was zrobi, nie odejdziecie zbyt prędko od konsoli. Polecam.


Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz