wtorek, 25 marca 2014

Stroke of Fate: Operacja Walkiria [PC] [Recenzja]

Stroke of Fate: Operacja Walkiria, producent: SPLine, PC, przygodowa, 29,90 zł

SPLine to studio, o którym zapewne nikt z Was wcześniej nie słyszał. I nic dziwnego, gdyż grupa programistów wchodzących w jego skład tworzyła jak dotąd wyłącznie oprogramowanie użytkowe. Stroke of Fate: Operacja Walkiria to ich debiut na polu gier komputerowych. Czy udany - na te pytanie postaram się w kilku zdaniach odpowiedzieć poniżej. Co nie ulega wątpliwościom, to fakt, iż dla samych autorów całość wypadła na tyle dobrze (czyt. zarobiła na siebie),  by warto było wypuścić kontynuacje - ta rysuje się na horyzoncie coraz wyraźniej.

O co w tym wszystkim chodzi? Fabuła, czego można się spodziewać rzuciwszy okiem na pudełko, przenosi nas w mroczne realia czasów II wojny światowej, koncentrując się na próbach zamachu na Adolfa Hitlera. Takie właśnie zadanie trafi się nam, graczom wcielającym się w postać oficera SS Gerharda Mayera, który zrobi wszystko co w jego mocy, by pomóc ruchowi oporu obalić nazistowski reżim.
Jeszcze przed pierwszym uruchomieniem gry zadawałem sobie pytanie, czy autorzy zaserwują nam powtórkę z podręczników czy może zabawią się w stworzenie historii alternatywnej. Jak było w rzeczywistości, tego oczywiście nie zdradzę. Jakby nie było, scenariusz pełen jest zwrotów akcji, ciekawych wydarzeń i piętrzących się problemów do rozwiązania.

Zagadki - coś, bez czego prawdziwa przygodówka obejść się nie może - są w Stroke of Fate zaprojektowane przyzwoicie. Od razu w oczy rzuca się fakt, że autorzy to nie gatunkowi wyjadacze i trochę błądzą, eksperymentują, całość wypada jednak nie najgorzej. Poza klasycznym zbieraniem, używaniem i zabawą przedmiotami w ekwipunku trafimy na przestrzeni scenariusza również na kilka wyzwań wymagających pobudzenia obumierających szarych komórek ;) Nie za bardzo jednak, gdyż poziom skomplikowania tych kilku zadań właściwie zbyt wysoki nie jest. W jednym z nich bohater zgubił klucz i z naszą pomocą musi odtworzyć w pamięci drogę, jaką przebył z nim dnia poprzedniego po powrocie do domu. Innym razem bawimy się zaś w odczytywanie zaszyfrowanej wiadomości, a także gramy w... pokera. Z tym ostatnim miałem mały problem, jako że gry karciane nigdy nie były moją mocną stroną. Zalecam zapisywanie stanu rozgrywki po każdej wygranej partii. 
Na uwagę zasługuje też fragment typowo zręcznościowy, kiedy to bohater postanawia przejść po gzymsie z jednego pokoju do drugiego - główny problem stanowią tu wciąż przesuwające się światła reflektorów, które należy rzecz jasna omijać. Już słyszę jak przeciwnicy tego typu wstawek w grach przygodowych zgrzytają zębami ;)

Nie marudzić, brać się do sprzątania!
Oprawa audiowizualna do szczególnie urodziwych nie należy, jednak, co istotne, ani przez chwilę nie odrzuca. Irytować może dziwna rozdzielczość, przy której pracuje gra - 1680x1050 - przez co posiadacze monitorów o proporcjach ekranu innych niż 16:10 raczeni są mało estetycznym widokiem czarnych pasów po bokach ekranu. Średnio efektownie prezentuje się poza tym animacja ruchu postaci, choć sytuację w pewien sposób ratuje tu fakt, iż większość napotkanych postaci jest w jakiś sposób związana z wojskowością, a ci, jak wiadomo, poruszają się raczej sztywno ;) Przerywniki filmowe zrealizowane zostały w formie udźwiękowionych czarno-białych obrazków, co wymuszone zostało rzecz jasna niskim budżetem produkcji. Wyglądają przeciętnie, stanowiąc jednak całkiem miłe urozmaicenie zabawy. 
Efekty dźwiękowe istnieją, aczkolwiek odgrywane są tak cicho, że ledwo co zwracałem na nie uwagę. Podobnie rzecz ma się z muzyką. Gra gdzieś w tle i nie narzuca się zbytnio. Angielski dubbing wpisuje się w całą tą przeciętność - kilka głosów brzmi nieźle, cała reszta przeważnie mizernie. 

Gra, wpisując się w obecne standardy, długością nie grzeszy i bez oszukiwania (czyli spoglądania w poradnik) można się z nią uporać w czasie 6-8 godzin. Sporym zarzutem jest skrajna liniowość rozgrywki - nierzadko zdarzają się sytuację, gdy nie można czegoś zrobić tylko dlatego, że wcześniej gdzieś nie kliknęliśmy czy czegoś nie obejrzeliśmy. Nie zawsze też wiadomo (pomimo dziennika zadań) czego w danym momencie gra od nas oczekuje. Na szczęście liczba lokacji jest relatywnie niewielka i przy efekcie "zaklinowania" spokojnie da się zajrzeć w każdy kąt każdego miejsca bez przymusowej i bezproduktywnej straty kilkudziesięciu minut z życiorysu. 

Na osobną grudę błota zasługuje polonizacja Stroke of Fate. Do samego tłumaczenia, choć koślawe nawet bardziej niż moje teksty, można się przyzwyczaić, jednak brak korekty już mocno daje się we znaki. Poprzestawiane znaki w wyrazach, interpunkcja, błędy ortograficzne - tych wszystkich usterek można było się w miarę łatwo pozbyć, ale najwyraźniej polski dystrybutor nie widział takiej potrzeby, dochodząc do wniosku, że powinniśmy się cieszyć z samego faktu, iż kolejna przygodówka w ogóle trafiła na nasz rynek.

Czy polecam? Tak, choć głównie początkujących miłośnikom gatunku oraz - wręcz przeciwnie - starym wyjadaczom, którzy ukończyli już wszystko, co ukończyć się dało. Bo Stroke of Fate to rzecz jak najbardziej przyswajalna i przynosząca kilka chwil radochy. Można spróbować.


Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Może kiedyś...?
    Lubię przygodówki, ale tylko takie, gdzie bohater mi nie zginie, bo nie na rękę mi pod koniec gry zaczynać od początku, bo przecięłam zły kabelek xD

    OdpowiedzUsuń
  2. to nie moje klimaty, ale podsyłam standardowo linka bratu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Klimat II wojny światowej mnie zainteresował.

    OdpowiedzUsuń