czwartek, 24 kwietnia 2014

Szczątki - Belinda Bauer [Recenzja]

Szczątki, Belinda Bauer, wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 288 stron

Szczątki, debiutancka powieść Belindy Bauer, nie zebrała zbyt wielu bardzo pochlebnych opinii. Zauważyłem, że czytelnicy wypowiadają się o książce z pewną rezerwą, tak jakby dostrzegali jej zalety, a nie potrafili ich w pełni docenić. W pewnym stopniu to wina polskiego wydawcy, który umieścił na okładce słowa obiecujące spotkanie z trzymającym w stałym napięciu intensywnym thrillerem, co prawdą jest zaledwie po części. 

Dwunastoletni Steven Lamb kopie doły na terenie Parku Narodowego Exmoor. Szuka ciała. Dzień w dzień po szkole i w weekendy także. Chce przywrócić spokój duszy wujka, którego nie dane mu było poznać. Zmarły zniknął mając jedenaście lat. Przyjęto, że padł ofiarą seryjnego mordercy, Arnolda Avery’ego.
Babka Stevena nie uwierzyła w śmierć syna, stale czeka na jego powrót, wbrew rozsądkowi, wbrew opinii rodziny. Steven pragnie ratować sytuację. A skoro w tym celu musi pokazać babce kości zamordowanego dziecka... cóż. Działa logicznie. Pisze starannie przemyślany list do zamkniętego w więzieniu Arnolda Avery’ego. W ten sposób rozpoczyna się niebezpieczna gra w kotka i myszkę między zdesperowanym dzieckiem a znudzonym seryjnym mordercą…

Belinda Bauer
Przede wszystkim mamy tu bowiem mocno rozbudowaną warstwę obyczajową, która stanowi główną siłę tej opowieści, element silnie rzutujący na odbiór wątku kryminalnego - gdy nie podoba nam się ten pierwszy, automatycznie nie podoba się i drugi. Mimo stosunkowo niewielkiej objętości, (280 stron) tempo jest powolne, a fabularne zwroty akcji dawkowane oszczędnie. Czuć tu jednak konsekwentność autorki, podążającej wprost do obranego wcześniej celu bez ciągłego zbaczania z drogi. Książkę czyta się dzięki temu płynnie i z wciąż narastającym niepokojem. Nie zgrozą, przerażeniem i obrzydzeniem, a właśnie niepokojem, który umiejscawia się gdzieś tuż pod skórą. Kluczowe sceny w finale czytałem z mocno przyspieszonym tętnem, co jest chyba najlepszym dowodem na to, że "Szczątki" trafiły w mój gust idealnie. Bohaterowie nakreśleni są niezbyt grubą kreską, ale dzięki ciągłemu wglądu w ich myśli i uczucia oraz przekonująco rozpisanych dialogach są nie tylko imionami i nazwiskami na papierze. Niektórzy czytelnicy kręcili co prawda nosami na niezbyt ciekawą postać mordercy, sam jednak twierdzę, że pod kątem psychologicznym nie sprawia on wcale wrażenia wyciętego z szablonu czy nijakiego. Zło ma przeróżne wcielenia, nie wątpię, że również i takie jak Arnold Avery.

Podobało mi się. Nawet bardzo. Unoszący się wciąż nastrój melancholii, połączenie obyczajówki z dreszczowcem, naturalni bohaterowie, kilka ciekawych zabiegów narracyjnych - w sumie zaskakująco pozytywna niespodzianka. Warto było zaryzykować dziesięć złotych i przygarnąć książkę z wyprzedażowego stoiska w Matrasie. Jeśli będziecie mieć możliwość przeczytania, skorzystajcie z niej.


Piotr Wysocki

11 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o książce, a zainteresowałeś mnie bardzo. Faktycznie szta graficzna i tytuł nie pozostawiają złudzeń co do gatunku, ale skoro już wiem cóż to za pozycja, myślę że po nią sięgnę i nie pożałuję. Się przygotuję psychicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz słyszę o tej książce, jak tylko będę miała okazję to z chęcią po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis interesujący. Chętnie się zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam nic wcześniej o tej książce, u Ciebie spotkałam się z nią po raz pierwszy. Fabuła wydaje się interesująca, a i twoja dość wysoka ocena trafia do mnie. Zapisuję sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że przeczytałabym z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, ze za 10 zł...:) dużo płacę- mam duże oczekiwania, a płacę mało, to mogę zostać zaskoczona. Prawdopodobnie wybiorę się do Matrasa ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś nie rzuciła mi się w oczy dotąd ta książka, ale dobrze, że nie dałeś się zwieść niepochlebnym opiniom i postanowiłeś przekonać się na sobie, jak się sprawy mają :) Swoją drogą, Prószyński króluje w tworzeniu opisów i zapowiedzi, które mają niewielkie odzwierciedlenie w rzeczywistości. A potem się dziwić, że rozczarowania ludzi spotykają ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ładna okładka :) Myślę, że wydawnictwa mogłyby sobie darować komentarze, które umieszczają na okładkach, bo one tylko szkodzą powieściom...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zawsze książka, o której pojęcia nigdy nie miałam... Niemniej, okładka wygląda świetnie, ale to nie jest historia dla mnie :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że Ci się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I ja nic nowego nie napiszę, bo i ja o książce nie słyszałam. Widzę ją u Ciebie po raz pierwszy. I nie wiem czy się skuszę - mało to prawdopodobne, mimo że Tobie ostatecznie do gustu przypadła. :)

    OdpowiedzUsuń