wtorek, 2 września 2014

Arthur's Knights: Rycerze Króla Artura [PC] [Recenzja]

Arthur's Knights: Rycerze Króla Artura, Cryo Interactive, 2000, przygodowa, kup na Allegro, poradnik

Legendy o królu Arturze to temat stosunkowo często eksploatowany przez autorów książek, filmów i gier. Nie powinien zatem dziwić fakt, że i Cryo, producent lubujący się w historii, mitologii i wszystkiemu co pochodne powyższym, postanowiło pewnego razu przedstawić swoją wizję opowieści opartej na tych motywach. 

Znając portfolio dewelopera jasnym powinno być, iż do czynienia mieć będziemy z przygodówką. Prawie klasyczną, więcej o tym powiem jednak za krótką chwilę. W grze wcielamy się w postać młodego wojownika imieniem Bradwen. Już na początku przygody gracza czeka niemała niespodzianka, gdyż autorzy dali możliwość zadecydowania jakim torem ma podążać historia. Wybór ten jest dość istotny, wpływający na tyle elementów opowieści, że spokojnie i bez znudzenia grę ukończyć można dwukrotnie. Niezależnie od obranego kierunku, Bradwena czeka wiele niesamowitych przygód, łamigłówek i spotkań z różnymi istotami. 

Z zegarmistrzowską precyzją

Rycerze Króla Artura nie są niestety tytułem hulającym na Omni3D, a silniku znanym z Wehikułu Czasu czy Odysei. Mówię niestety, bo gry stworzone na tym pierwszym, pomijając jego oczywistą przestarzałość, odznaczały się dużo większą przejrzystością i prostotą obsługi. W Rycerzach... poruszamy się trójwymiarową postacią po renderowanych lokacjach - coś jak w Resident Evil czy pierwszych odsłonach Alone in the Dark. Engine Cryo stoi jednak technicznie na nieco niższym poziomie. Podczas rozgrywki mysz nie przydaje się niemal w ogóle (wybór kwestii dialogowych i przedmiotów), a wszelkie czynności wykonujemy za pomocą klawiatury, co samo w sobie dla zatwardziałych fanów przygodówek jest bez zwątpienia decyzją co najmniej dyskusyjną. Wszystko byłoby jednak do przełknięcia w przypadku perfekcyjnej realizacji tego rozwiązania, w końcu taki Escape From Monkey Island pokazał, że da się połączyć klasyczną przygodówkę z nieklasycznym sterowaniem. Cryo poniosło niestety na tym polu sromotną klęskę. Największa bolączka to wyszukiwanie i interakcja z obiektami. Przycisku podświetlającego wszystkich hotspotów nie ma, a nawet gdy już takowy znajdziemy, nie pojawia się żaden podpis informujący o tym, że znajdujemy się obok czegoś istotnego. Co gorsza, aby wejść w działanie z jakimś elementem scenerii należy stanąć dokładnie tak, jak to przewidzieli twórcy. Kilka milimetrów w inną stronę i możemy doprowadzić do sytuacji pominięcia przedmiotu czy miejsca potrzebnego do pchnięcia fabuły do przodu. Przygotujcie się na cierpliwe badanie każdego punktu lokacji, bez tego ani rusz. 

Łamigłówki, oprawa i polonizacja

Same zagadki w Rycerzach Króla Artura, choć od strony stawianych przed nami problemów dość zróżnicowane, do szczególnie skomplikowanych nie należą. Owszem, dzisiejsi niewychowani wśród tytułów sprzed kilkunastu lat amatorzy gatunku mogą utknąć, ale starzy wyjadacze nie powinni mieć z nimi większych problemów. Wystarczy trochę logicznego myślenia i doświadczenia z tytułami tego typu, a na wszystko znajdzie się recepta. Przynajmniej dopóki nie zgubi nas konieczność zegarmistrzowskiej precyzji w ustawianiu bohatera... 

O silniku już wspomniałem, co jednak z samą grafiką? Ta jest do przełknięcia. Rozdzielczość co prawda na kolana nie rzuca, jednak tła wykonano w sposób przyjemny dla oka. Problemem mogą być jedynie obiekty trójwymiarowe, gdyż na niektórych kartach graficznych wyświetlają się z pewnymi przekłamaniami. O muzyce zaś zbyt wiele powiedzieć nie można. Ot, coś tam gra, ale stosunkowo rzadko i nie na tyle ładnie, by czuć potrzebę zaopatrzenia się w soundtrack ;) 

Zgodnie ze swoją niepisaną, a stosowaną kilkanaście lat temu i odnoszącą się do przygodówek, tradycją, CD Projekt wypuściło u nas Rycerzy Króla Artura w wersji zlokalizowanej - z dubbingiem. O ile warstwa tekstowa została przetłumaczona znośnie, to polscy lektorzy brzmią już niestety przeciętnie. Wyraźnie czuć, że nagrania odbywały się w ekspresowym tempie - dialogom brak życia, kwestie wypowiadane są bez polotu i pasji, a liczba drobnych i nieco większych wpadek jest zdecydowanie zbyt pokaźna. Pochwał nie będzie, panowie i panie, oj nie będzie. 

Rycerzem być

W sumie Rycerze Króla Artura stanowi dziś tytuł średnio wartościowy. Przy natłoku innych, dużo lepszych przygodówek z tamtego okresu czasu raczej nie warto w trybie natychmiastowym zabierać się za dzieło programistów ze stajni Cryo. Sam kupiłem je stosunkowo niedawno (w ramach uzupełniania kolekcji) i bawiłem się zaledwie poprawnie, a tylko chwilami dobrze. Fabuła nie nuży, możliwość wyboru ścieżki fabularnej to duży plus, ale kiepskie sterowanie i nie do końca udana polonizacja obniżają nieco płynącą z rozgrywki radość. Ostatecznie sięgnąć jednak można, zwłaszcza jeśli pociąga Was magia, rycerze, baśniowe stwory i tego typu klimaty. 

Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Do wyzwania Czytam klasykę. Tak chodzi o książki do końca XX wieku. Zapraszam. Zbieram 5 osób, wtedy wyzwanie ruszy.

    OdpowiedzUsuń