piątek, 12 września 2014

Jack Ketchum - Królestwo Spokoju [Recenzja]

Królestwo Spokoju, Jack Ketchum, Replika, 424 strony, średnia ocena na Lubimy Czytać 6,64/10, najniższa obecnie cena: 20,94 zł (klik)

Twórczość Ketchuma nie potrafiła znaleźć drogi do naszego kraju przez długie lata, ale kiedy już jej się to udało, przez rynek przeszła istna fala powieści z jego nazwiskiem na okładkach. Po kilku wydanych przez Papierowy Księżyc powieściach jakiś czas temu doczekaliśmy się pierwszego wówczas w naszym kraju zbioru opowiadań pisarza (obecnie są już dwa). W środku bardzo bogato, gdyż upchano aż 32 kawałki o różnorodnej tematyce. Sporo, a przy objętości nieco ponad czterystu stron jasno wskazujące, że będziemy mieć do czynienia z krótkimi, treściwymi kawałkami. Jak to się sprawdza podczas lektury?

Okazuje się, że nad wyraz dobrze. Nie chcąc nikogo zanudzać analizą każdego tekstu z osobna - byłoby to zadanie ponad moje i Wasze siły (moje przy pisaniu, Wasze przy czytaniu) - stwierdzę ogólnikowo, że znajdziemy tu opowiadania straszne, dramatyczne, odrobinę surrealistyczne, a nawet zabawne. Mieszanka, moim skromnym zdaniem, jak najbardziej zjadliwa, zwłaszcza że większość tekstów trzyma naprawdę solidny poziom i te wyjątkowo słabe twory stanowią niewielki procent całego zbioru. To naprawdę zaskakująco równy zbiór, choć oczywiście przy takiej ilości opowieści każdy trafi na kilka tych, które z rozmaitych względów nie do końca będą mu odpowiadać. Gusta gustami, lecz niezależnie od wszystkiego nie można zaprzeczyć faktowi, iż Ketchum dysponuje świetnym warsztatem pisarskim. Niewielu twórców poruszających się po terenach grozy i najbliższych jej okolicach potrafi wywołać tak zupełnie skrajne emocje. I to wcale nie za pomocą tanich czy wulgarnych środków. Kto sięgał jak dotąd wyłącznie po jego mniej ambitne dzieła, jak na przykład Poza Sezonem, może być bardzo zaskoczony stylem, którym operuje pisarz. Ale bez obaw, fani dosłownej grozy i fruwającego mięcha też znajdą tu coś dla siebie. 

Jack Ketchum
Zarzuty? Często miałem poczucie, że opowiadania są zbyt krótkie i kilka tysięcy znaków więcej wyłącznie w pozytywny sposób wpłynęłoby na ich odbiór. Być może się mylę, ciężko zgadywać, takie jednak odniosłem wrażenie. Całość najlepiej dawkować sobie w mniejszych ilościach, choćby w ramach oddechu od aktualnie przerabianej pełnoprawnej powieści - tak smakuje najlepiej.

W sumie, zbiór mocno zróżnicowany, a historie w nim zawarte wciągające i spełniające swoją rolę - gdy mają straszyć, straszą, gdy bawić, bawią. Zdecydowanie warto się zaopatrzyć, nawet jeśli niekoniecznie gustujecie w twórczości Ketchuma. Niewykluczone, że w końcu zapałacie do niego sympatią. Zasługuje na nią.

Piotr Wysocki


1 komentarz:

  1. Miałam wrażenie, że druga połowa jest nieco słabsza. A może to mnie wykończyły wszystkie te okropności? :)

    OdpowiedzUsuń