poniedziałek, 2 marca 2015

Alien Trilogy [PSone] [Recenzja]

Alien Trilogy, Probe Entertainment, Fox Interactive, 1995, PSone, 

Strzelaniny FPP nie były specjalnie domeną pierwszego PlayStation, toteż każdy Doomopodobny tytuł z miejsca wzbudzał mniejsze lub większe poruszenie w światku szczęśliwych posiadaczy szaraka. Jednym z pierwszych (a może i pierwszym?) hitów tego gatunku na kultową konsolę Sony było niewątpliwie Alien Trilogy.

Grę otwiera nieźle zrealizowane intro. Jak na rok 1996, bo wtedy ów dzieło wypełzło na światło dzienne, wypada całkiem klimatycznie, choć długością nie grzeszy. W ciągu niecałej minuty dowiadujemy się z grubsza o co chodzi i... to musi wystarczyć. Broń w dłoń i do dzieła. Fabularna otoczka Alien Trilogy opiera się na trzech częściach filmu, zwiedzimy więc 3 różniące się od siebie lokacje. I nie jest to żaden pic na wodę. Każda z miejscówek to kilkanaście coraz to trudniejszych poziomów, na końcu której dodatkowo czeka dość wytrzymały na nasze szarże boss. Co najistotniejsze, każda z lokacji jest zupełnie inna. Zaczynając od pomieszczeń i tekstur, po wrogów i delikatnie zmieniony styl rozgrywki. Ogranicza to do absolutnego minimum możliwość wystąpienia efektu "łee, ciągle to samo, ziewać się chce". Duży plus.

Obcy czai się wszędzie
Pierwsze chwilę z tym tytułem nie były jednak szczególnie obiecujące. Dość schematyczny pierwszy etap, ciasne korytarze, wszechobecna ciemność... Wystarczyło jednak, że pograłem 15 minut, a klaustrofobiczny klimat Aliena wessał mnie bez reszty na trzy kolejne dni, bo tyle też zajęło mi ukończenie całości (12 godzin na normalnym stopniu trudności). Rozgrywka polega głównie na strzelaniu do obcych, których w grze jest wręcz zatrzęsienie. I o ile początkowo pozbyć się ich można stosunkowo łatwo, tak w późniejszym czasie bywa dość gorąco, zwłaszcza gdy na jednego obcego zużywamy dwieście sztuk amunicji (połowa chybia, gdyż bestie są szalenie szybkie). Ale kto powiedział, że człowiek kontra obcy to lekka i przyjemna przygoda? W tej grze to my jesteśmy zwierzyną, na którą się poluje, a nie odwrotnie. Prócz naciskania spustu na czas, rozwiązujemy też proste łamigłówki, chociaż może użyłem tu zbyt mocnego słowa, bowiem te ograniczają się do wciskania przycisków, które to otwierają drzwi, gdzie z kolei jest kolejny przycisk... i tak dalej. Chwilami można się zamotać, ale umiejętne korzystanie z mapy i dobra pamięć są lekarstwem na wszelki problemy.

Bliskie spotkanie z facehuggerem nie należy do przyjemnych
A czym przyjdzie nam eksterminować wrogów? Tutaj autorzy całkiem się popisali, do dyspozycji oddając nam solidną ilość pukawek. Począwszy od standardowego pistoletu, po strzelbę, karabin maszynowy, granaty, miotacz ognia... uff, jest w czym wybierać i każdy malkontent znajdzie coś dla siebie. Szkoda tylko, że amunicji często jest jak na lekarstwo. Właściwie gra jest nie do ukończenia na chybcika, gdyż zaraz zwyczajnie braknie nam amunicji, a w takim wypadku byle obcy unicestwia nas w okamgnieniu. Nieodzownym elementem rozgrywki jest więc dokładna penetracja każdego poziomu i szukanie sekretów, bowiem za niektórymi ścianami kryją się wypełnione dobrami pomieszczenia. Aby się doń dostać, trzeba jednak najpierw wysadzić je granatem lub bombą. Gdy ich brak - nici z dodatkowej amunicji i apteczek czy pancerza, dlatego też najpierw warto znaleźć mapę danego poziomu, na której dokładnie widać gdzie są ukryte komnaty.

Pikseloza jest, ale fani retro kochają ten styl
Graficznie tytuł ten stoi na przyzwoitym poziomie. Tekstury wypadają różnorodnie i cieszą oko, a wybuchy są efektowne, szkoda jedynie, że wrogowie to zwykłe bitmapy. I nawet jeśli po chwili spędzonej z padem przestaje to być przeszkodą, to jednak obiekty trójwymiarowe wyglądały by znacznie lepiej. Same mapy wykonane są w sposób bardzo przemyślany, a poszczególne lokacje zaprojektowano w sposób ciekawy i - co najważniejsze - nigdy nie czuć, że "kiedyś już tu byliśmy". Brawa za zróżnicowanie. Nie zawsze też jesteśmy zmuszeni do błądzenia po klaustrofobicznych pomieszczeniach (co za klimat!), chwilami bowiem przemierzamy bardziej otwarte tereny. O intrze wspomniałem już na początku recenzji, w grze jednak oglądamy łącznie cztery filmiki FMV. Są one dość krótkie, ale dynamiczne i jako nagroda za ukończenie każdej z trzech misji - satysfakcjonujące.
W to wszystko idealnie wpasowuje się strona audio. Dźwięki są odpowiednio "groźne" i klimatyczne, odgłosy broni porządne, ale to muzyka najbardziej podbudowuje niepokojący nastrój towarzyszący naszej walce o życie. Utwory są naprawdę świetnie skomponowane - każdy jeden to klasa sama w sobie i do tej gry pasują jak ulał. 

Poziom trudności... ciężko określić go jednym słowem. Momentami jest piekielnie ciężko, potem zaś kilka plansz przechodzimy napakowani zdrowiem i obładowani bronią. A to dlatego, że każdy z trzech scenariuszy to w zasadzie oddzielna gra i pierwsze poziomy każdego z nich są najłatwiejsze. Ich poziom skomplikowania rośnie wraz ze zbliżaniem się do celu. Czyli do bossa. W porównaniu do niektórych leveli, szefowie są dziecinnie prości do załatwienia, aż się zdziwiłem jak łatwo poszło mi z finałowym bydlakiem. 

Alien Trilogy wciąga z siłą tornada, na co ma wpływ dobra grafika, świetne udźwiękowienie, odpowiednio przemyślane etapy i gęsty, sączący się z ekranu telewizora bądź ekranu PSP litrami klimat.
Jednym słowem - polecam. Klasyka gatunku na PlayStation, tytuł do którego wrócę chętnie jeszcze nie raz. 



Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Gra na PSX, więc cudów graficznych nie można oczekiwać (oczywiście w stosunku do dzisiaj). Natomiast jedno zdanie mnie przeraziło: " aż się zdziwiłem jak łatwo poszło mi z finałowym bydlakiem." - chyba najgorsze co można powiedzieć o grze z bossami.

    Co do samej gry to chyba nie zagram, ale nie dlatego bo pikseloza mnie przeraża tylko dlatego, że uniwersum Obcego to raczej nie moje uniwersum :P Mimo wszystko świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony tak, z drugiej... kiedyś gry były tak trudne, że w wielu tytułach na PSX-a nawet nie zdołałem dotrzeć do napisów końcowych. Wymiękałem, po prostu. Z tej też przyczyny nie marudziłem po pokonaniu Big Bossa w AT :D I ja nie szaleje za Obcym, ale horror to horror, biorę na warsztat wszystko :)

      Usuń