sobota, 18 lipca 2015

Prince of Persia: Shadow and Flame [Android] [Recenzja]

Prince of Persia: Shadow and Flame, Android, Ubisoft, cena: 14,99 zł

Wypuszczona przy okazji premiery Androida w wersji 4.3 oraz Nexusa 7 Prince of Persia: Shadow and Flame stanowi pokaz możliwości nowej wersji systemu i bebechów rzeczonego sprzętu. Jest zatem ładnie i efekciarsko, ale czy wciągająco? O tym przekonałem się na własnej skórze, a wrażenia spisałem poniżej.

PoP: Shadow and Flame jest swego rodzaju odświeżeniem klasycznej wersji drugiej odsłony przygód księcia, którą mieliśmy okazje cieszyć się ponad dwadzieścia lat temu. To szmat czasu, podciągnięto więc pod dzisiejsze standardy grafikę, zaaranżowano na nowo utwory muzyczne, nagrano raz jeszcze voice-acting... moment, zapędziłem się, scenki przerywnikowe są tu nieme. A zatem jeden krok w tył w stosunku do pierwowzoru. Najwyraźniej Ubisoft poskąpił funduszy na lektorów. A szkoda, bo ci zapewne nadaliby tej historii nieco kolorytu - oryginał robi w tym aspekcie lepsze wrażenie. Co ciekawe, nawet konstrukcja etapów ma pewne punkty wspólne z klasyką, choć oczywiście znaczna ich część uległa sporym przekształceniom. Są przede wszystkim zdecydowanie łatwiejsze do przebrnięcia, ale i mroczniejsze stylistycznie. Ciemno, ponuro, całkiem klimatycznie, a miłośnikom lizania ścian spodoba się ponadto garść sekretów do wyhaczenia.

Mapa terenu działań księcia
14 średnio rozbudowanych poziomów, nawet przy dokładnym ich przeczesywaniu i powtarzaniu w celu zdobycia osiągnięć (za czas, odkrytą całą mapę i zebrane znajdźki), nie pozwalają niestety na zbyt wiele zabawy. Shadow and Flame pęka maksymalnie w trzy godziny, choć co bardziej zwinni dotrą zapewne do napisów końcowym w czasie grubo poniżej dwóch godzin. Wina leży po stronie krótkich etapów, ale i łatwych potyczek z przeciwnikami (identycznych jak w oryginale!). Wystarczy cały czas trzymać przycisk odpowiedzialny za obronę i w odpowiednim momencie kontrować atak wroga. Bułka z masłem. Pot na czole nie pojawia się nawet w przypadku walki z dwoma nieprzyjaciółmi. Do powyższych działań dochodzi wówczas przymus odwracania się księciem w kierunku atakującego w danym momencie wroga, co udaje się bezbłędnie uczynić w dziewięciu na dziesięć przypadków. A nawet jeśli się nie uda, zawsze można łyknąć eliksir, których to znajdziemy podczas wędrówki tuziny. Pod koniec rozgrywki moje zapasy liczyły sobie kilkadziesiąt sztuk owego nektaru. Nawet zgon księcia może pozostać bez konsekwencji, gdyż twórcy postanowili dorzucić do swojego dzieła napoje wskrzeszające. Te pojawiają się nieco rzadziej, ale i w tym przypadku kończąc zabawę mogłem pochwalić się sporą nadwyżką buteleczek.

-Porachuje ci wszystkie kości!
Nie ma gry z serii Prince of Persia bez prostych zagadek logicznych. Shadow of Flame doskonale zdaje sobie z tego sprawę i tradycyjnie przyjdzie nam zmierzyć się z zapadającymi się podłogami, kolcami, tnącymi powietrze ostrzami, a po wejściu na przycisk również uciekającym czasem (trzeba dotrzeć do drzwi nim te się zamkną). Nic szczególnie wymagającego, ale śmiało można tu mówić o pewnym zróżnicowaniu, przez co rozgrywka nie zaczyna nużyć już po dwóch etapach.

Inny ciekawy update wiąże się ze zbieraną przez księcia mamoną. Wypada ona z pokonanych wrogów, leży na ziemi bądź też jest schowana w kufrze. Po ukończeniu planszy możemy ją wydać na eliksiry, mocniejsze kombosy czy lepszy oręż. Tylko upraszcza to i tak niewymagającą przeprawę, ale mimo to cieszy.

Co jak co, ale o kamuflaż pułapek to się nie postarano
Przed przystąpieniem do gry obawiałem się nieco dotykowego sterowania, ale o dziwo rozwiązano je całkiem intuicyjnie i poruszanie się księciem nie nastręcza niemal żadnych problemów. Owszem, kilka razy zdarzył mi się problem z wykonaniem skoku (bohater zamiast dać susa wspinał się na półkę powyżej), ale to w sumie detale, bo całość jest dość responsywna i łatwa do przyswojenia. Możemy się schylić, skoczyć, chodzić na palcach, łapać za krawędzie, a podczas walki zdecydować na jedno z czterech machnięć mieczem. Sporo tego, a wszystko oparte na odpowiednim mazaniu palcem po ekranie, bądź wciskaniu wirtualnego przycisku.

Strona wizualna tej produkcji stoi na wysokim i miłym dla oka poziomie. Po pewnym czasie męczą co prawda wszechobecne ciemności i chciałoby się zobaczyć choć kilka mniej depresyjnych lokacji, ale wszelkie obiekty, tła i animacje wykonane są naprawdę dobrze. Jak na platformówkę 2D/2,5D efekt jest naprawdę okazały. Podobnie jak w przypadku dźwięków i muzyki, których słucha się bez skrętu kiszek.

Wielbiciele platformówek śmiało mogą spróbować swoich sił w nowej wersji Shadow and Flame. Kalorii co prawda z wysiłku podczas zabawy nie stracą, ale frajda z pokonywania kolejnych plansz jakaś tu jest, co w połączeniu z profesjonalnym wykonaniem technicznym daje produkcję godną kilku złociszy. W promocji zatem jak najbardziej, przy cenie wyjściowej... cóż, za sprawą krótkiej żywotności niekoniecznie.


+Niezła oprawa 
+Odświeżony gameplay

-Zbytnie uproszczenia względem oryginału 
-Dwie, góra trzy godziny i po krzyku 
-Trochę niewykorzystany potencjał

Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Swego czasu często grałam w tę serię na PC :)

    OdpowiedzUsuń