niedziela, 16 sierpnia 2015

Braveland [Android] [Recenzja]

Braveland, Android, Windows Phone, iOS, PC, Tortuga Team, cena 7,32 zł (Android)
Brakuje Wam mobilnych strategii turowych w stylu kultowego Heroes of Might and Magic i bezskutecznie szperacie za jakimś jego odpowiednikiem? Możecie ów czynność zarzucić i zakupić Braveland - istnieje duża szansa, że tytuł ten choć w niewielkim stopniu nasyci Wasz głód. 

Są takie gry, do których wystarczy przysiąść na pięć minut i już ma się pewność, że dobrnie się do napisów końcowych. Te uczucie kopnęło mnie prosto w czachę właśnie w przypadku Braveland. Zaczyna się naprawdę efektownie - w menu i później, podczas właściwej przygody, przygrywa niesamowicie klimatyczna i wpadająca w ucho muzyka, oprawa wizualna nie ma prawa się nie podobać, a wszelkie meandry rozgrywki są proste do przyswojenia nawet bez ścian samouczków. Czysty fun. Fabuła niestety nie grzeszy oryginalnością (źli atakują naszą wioskę, a więc ruszamy się mścić), a dialogi pomiędzy starciami ograniczają się do kilku linijek schematycznej paplaniny, ale jak na mobilne warunki nie jest to szczególnie zaskakujące czy irytujące. To tytuł do odpalenia w celu zabicia kilkunastu minut i taka pretekstowa fabułka pasuje jak ulał. Przejdźmy zatem do soczystych kawałków tego mięsiwa.

Wygląda skomplikowanie? Tylko wygląda.
A jest nimi walka, zwiększanie sił bojowych, dobieranie nowego wyposażenia i levelowanie protagonisty. Bitwy, jak już wiecie, przebiegają w systemie turowym, a swobodnie poruszamy się tylko po mapie (rozwidlające się drogi dają ułudę nieliniowości, oferując swego rodzaju misje poboczne), gdzie poza przystępowaniem do kolejnych bitw możemy wynając usługi kolejnych sprzymierzeńców, trafić na pobijający jedną ze statystyk ołtarz etc. Dla miłośników HoMM standard, choć oczywiście skrajnie uproszczony. Same walki wymagają od gracza choćby w minimalnym stopniu taktycznego podejścia, bo poruszanie się na chybił trafił i niewykorzystywanie unikalnych cech poszczególnych postaci kończy się zazwyczaj zgonem, a w najlepszym wypadku niemal całkowitym przetrzebieniem dowodzonej grupy wojaków. Słowo minimalnym użyłem jednak celowo, bo po kilku(nastu) starciach wyrabiamy już sobie jedną taktykę, która sprawdza się bez zarzutu właściwie do końca przygody. Owszem, co jakiś czas autorzy dokładają nowych sprzymierzeńców i wrogów, ale często sposobem ataku przypominają one tych już poznanych. Ostatecznie trafiamy na siedem typów przyjacielskich jednostek, z czego do bitwy wystawiamy maksymalnie pięć. Wrzucić bohatera posiadającego moc leczenia? A może w jego miejsce łucznika? Na tego typu pytania będziecie sobie musieli odpowiedzieć nie raz. Chyba że gracie na najłatwiejszym albo normalnym poziomie trudności, bo tylko na trudnym wymagane jest odpowiednie dobieranie ekipy i prawdziwie strategiczny umysł.

Mapka - tu spędzimy nieco czasu. 
Po każdej wygranej walce nasz heros otrzymuje pewną ilość pieniędzy (im więcej jendostek stracimy, tym więcej za ich leczenie wybulimy i wynagrodzenie będzie odpowiednio niższe) oraz punkty doświadczenia, wraz z nimi co jakiś czas awansując na wyższy poziom, co z kolei pozwala nam wybrać jeden z dwóch możliwych dopałek statystyk. To samo czynimy kupując nowe wyposażenie - miecze, pancerze czy amulety. Warto czasem zboczyć z głownej trasy, w ślepych zaułkach czeka zwzwyczaj coś wartościowego.

Ta walka jest już niestety nie do wygrania...
Z Braveland spędziłem jakieś 4 godziny, przechodząc grę na 100%. Niewiele, powie ktoś. Ja jednak stosunkowo krótkiego czasu rozgrywki nie zapisuje jako wady. Tytuł ten, pomimo częstego wprowadzania nowych elementów, staje się bowiem po pewnym czasie dość monotonny. Brakowało mi przede wszystkim bardziej zróżnicowanych terenów bitwy. Choćby jakichś obiektów czy nierówności, za którymi można by się schować (tak, jakieś tam krzaczki są, ale to za mało!), wody czy piasku spowalniającego przemarsz itd. Czegoś, co by pozwoliło bardziej taktycznie podchodzić do kolejnych starć, bo proste jak budowa cepa prostokątne plansze nie oferują wielu nieszablonowych możliwości.

Rewelacyjna jest za to oprawa. Grafika i animacja wygląda śliczne, chodzi płynnie, a kolory są ciepłe i pastelowe. Naprawdę przyjemnie się na to patrzy. Równie dobra jest warstwa dźwiękowa. Muzyka, jak wspominałem, brzmi świetnie i zostaje w głowie nawet po wyjściu z gry (posłuchajcie utworu z trailera, o tutaj), a wszelkie sample dźwiękowe odpowiednio opisują nasze oraz wrogie działania. Dobra robota.

Braveland to zaskakująco przyjemna i w ekspresowym tempie wciągająca w swój świat gra strategiczna. Rzecz nie tylko dla fanatyków serii HoMM (poziom hard), bo i zupełni amatorzy odnajdą tu masę grywalności (poziom easy). Miła dla oka i ucha produkcja pozwalająca na kilka godzin uciec od szarości życia codziennego. A kończy się dokładnie w tym momencie, kiedy zaczyna tracić na uroku. Słowem - polecam.


+Przyjemna grafika i udźwiękowienie
+Przystępność
+Pierwsze wrażenie - wow...

-... które jednak po pewnym czasie nieco opada
-nieciekawe areny, na których prowadzimy bitwy

Bawił się w dowódcę: Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Z gier na Androida chyba wszyscy teraz grają w Fallout Shelter ;)

    OdpowiedzUsuń