niedziela, 17 stycznia 2016

Egzekutor - Chris Carter [Recenzja]

Egzekutor, Chris Carter, Sonia Draga, 2013, 416 stron
Nie znoszę przekombinowanych kryminałów. Jestem w stanie zrozumieć, że istnieje grupa odbiorców, dla których dobra powieść w tym gatunku musi zawierać jak najwięcej twistów, zbiegów okoliczności i odjechanych pomysłów na urozmaicenie spędzonego z nią czasu, ale hej, istnieją jakieś granice, prawda? Chris Carter postanowił wymontować ze swego pisarstwa hamulce, pędząc przed siebie i taranując wszystko co stanie mu na drodze. Nawet logikę.

Policja w Los Angeles odkrywa na stopniach kościoła ociekające krwią pozbawione głowy ciało księdza. Sprawca starannie je ułożył: nogi duchownego leżą wyprostowane, ramiona złożone na piersi jak do modlitwy, a w miejscu, gdzie powinna być głowa, spoczywa łeb psa… Na klatce piersiowej widnieje napisana krwią  cyfra 3.
Detektyw Robert Hunter myśli początkowo, że to zabójstwo rytualne, jednak gdy okrutnie okaleczonych ciał przybywa, ze zgrozą odkrywa, że wszystkie ofiary umarły w sposób, który je najbardziej przerażał. Tylko skąd morderca mógł znać ich najgorsze koszmary?

To drugi tom cyklu o detektywie Robercie Hunterze. Chciałbym móc z czystym sumieniem napisać, że facet jest piekielnie inteligentny i oczytany, ale w rzeczywistości Chris Carter rysuje go takim w najgorszy z możliwych sposobów - poprzez uczynienie wszystkich osób związanych ze śledztwem skończonymi głupcami. Jest tu taka scena, podczas której nasz Sherlock nakazuje gliniarzowi zrobienie zdjęć gapiom, a on i kilku innych policjantów intensywnie zastanawiają się nad sensownością takiego działania. Serio? To ja po kilku programach na Discovery ID i garstce filmowych kryminałów posiadałem większą wiedzę w tej materii. To tylko pierwszy z brzegu przykład, bo na czterystu stronach książki znajdzie się ich mnóstwo. Dla autora to pretekst ku temu, by Hunter do znudzenia mógł tłumaczyć wszystkim wokół wszelkie oczywiste - zapewne nie tylko dla mnie - działania i tropy prowadzące go do błyskotliwych wniosków, podczas gdy ci wpatrują się w niego z podziwem i otwartą ze zdumienia paszczą, dopytując o szczegóły i chłonąc nową wiedzę każdym porem ciała. Brak wiary w inteligencje czytelnika jest w Kameleonie uwypuklony do granic przyzwoitości. A niestety to nie jedyna irytująca w trakcie lektury przypadłość powieści. Kuleje właściwie wszystko, począwszy od boleśnie drewnianych dialogów, poprzez sprawiające wrażenie wyciągniętych prosto z przewodnika turystycznego opisów miejsc i szablonowych charakterystyk postaci, aż po szytą grubymi nićmi i pełną zbędnych wątków fabułę. Nawet motywacje kierujące głównym złym okazują się ostatecznie mało przekonujące, Dorzućmy do tego koślawy polski przekład, a efekt jest taki, że brnięcie przez kolejne rozdziały wywołuje w najlepszym wypadku minimalne zaciekawienie, w najgorszym zaś frustrację i chęć jak najszybszego zakończenia lektury. Absurdalny, choć przy okazji odrobinę odchudzający objętość Kameleona, jest sposób, w jaki Carter szatkuje swoją historię. Wyobraźcie sobie, że mamy tu niemal 150 (sic!) rozdziałów, co daje przeciętnie mniej niż trzy strony na każdy z nich. Tym sposobem nawet najprostsza scena rozbita jest na kilka fragmentów, co skutecznie wybija z rytmu czytania.

Wydawca twierdzi, że Chris Carter zyskał sobie pokaźną grupę fanów na świecie. To zapewne prawda, koniec końców jego powieści w serwisie Lubimy Czytać mają zaskakująco wysokie średnie noty (7,9/10 w przypadku Egzekutora), ja jednak zdecydowanie nie zaliczam się do tego grona. Egzekutor to - wybaczcie takie określenie - kryminał dla niewymagającego czytelnika. Jeśli od gatunku oczekujecie wyłącznie wartkiej akcji i zaskoczeń, to rzecz dla Was. Wszyscy inni nie mają czego tu szukać.


Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Ciekawa recenzja: celnie i rzeczowo jak zawsze. Czekam na kolejne. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Popatrz, a ta okładka tak się rzuca w oczy (i już gdzieś się z nią spotkałam na jakiś blogach, proponowanych, czy w innych pierdołach), że miałam ochotę po to sięgnąć. Skutecznie zostałam odwiedziona od marnowania mojego czasu. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tajemniczy kolega z forum19 stycznia 2016 12:11

    Proszę o więcej recenzji powieści s-f :P. Chciałbym także przypomnieć koledze Piotrowi o zaproszeniu na forum dla Chabrowej :D.

    OdpowiedzUsuń