poniedziałek, 28 marca 2016

Goodbye Deponia - Recenzja [PC]

Goodbye Deponia, Daedalic Entertainment, CDP.PL, wersja: polska, PC

Rufus nie odpuszcza, Rufus trzeci raz wkracza do akcji (w dodatku w trzech kopiach, ale znaczenie tej wypowiedzi zweryfikujecie przejmując nad nim[i] kontrolę w samej grze, więc cicho sza) . I wcale nie ostatni, bo jak dobrze wiecie, czwarta odsłona Deponii miała już swoją światową premierę, a polskie pudełkowe wydanie wyląduje na półkach lada moment. O tym jednak opowiem innym razem, tu i teraz skupiając się na Goodbay Deponia.

Postać Rufusa podzieliła graczy na dwa obozy. W jednym znajdują się antyfani, gotowi rozszarpać bezczelnego, chamskiego i sypiącego sucharami z rękawa gościa gołymi łapskami (to do Ciebie, Vicek ;), w drugim zaś osobnicy, którym nawet jeśli cechy te przeszkadzały, to po kilkunastu godzinach z nim spędzonych przyjmują wszystkie przywary bez mrugnięcia okiem. Ja należę do tej drugiej grupy. Może nie wielbię Rufusa z intensywnością, jaką przejawia pojawiający się w grze Barry, ale jestem tego stanu niepokojąco blisko. Jeśli i Wy czujecie podobnie, Goodbye Deponia przyniesie Wam mnóstwo frajdy. Bo poza oryginalnym bohaterem to po prostu dobra i na wielu płaszczyznach bardzo klasyczna przygodówka point&click jest.

Fabuła kontynuuje wątki z poprzednich dwóch odsłon gry. Tak jest, otóż to, wciąż ratujemy Deponie przed zniszczeniem. Do skutku! Czy tym razem definitywnie, nie zdradzę, wiedzcie jednak, że będzie się działo, a wbrew temu co tu i ówdzie piszą, zakończenie jest całkiem sprawne i mnie osobiście nie zawiodło. Podczas trwającej około 15 sycących godzin przygody (bez solucji, a pochwalę się, że sam nie skorzystałem z niej ani razu, mimo że gra jest dość trudna) spotkamy wielu starych znajomych, garść nowych postaci i uwikłamy się w ogromną ilość mniej lub bardziej dziwnych wydarzeń. Co jak co, ale Rufus i kłopoty kroczą identyczną ścieżką.

Zagadki są liczne, choć nie zawsze do końca logiczne (motyw z papierowym samolocikiem i jego wykorzystaniem - wpadłem na to używając wszystkiego na wszystkim, przyznaję bez bicia), jednak ich rozpracowywanie w przeważających przypadkach przynosi autentyczną frajdę i nawet po godzinie błąkania oraz klikania wszystkim na co popadnie nie czułem potrzeby zapuszczenia żurawia do poradnika. Dużo tu nieśmiertelnego dla gatunku zbieractwa i łączenia ze sobą w różnych konfiguracjach przedmiotów, przekazywania ich "innym" postaciom, ale i typowe wyzwania natury logicznej się znajdą. Niektóre, jak na przykład mycie zębów, to wręcz zręcznościowe mini-gry, w innych natomiast przyjdzie nam solidnie ruszyć głową (terminale, maszyna uszkadzająca Rufusa). Większość wypada naprawdę oryginalnie, urozmaica zabawę, pozwala choć na chwilę poczuć się mądrym i przede wszystkim wrzuca banana na twarz. Bo jak tu się nie uśmiechnąć podczas wykonywania improwizowanej operacji na Kletusie czy próbach odśpiewania hymnu pod koniec gry? Dla mnie bomba.

Wrażenie robi znów śliczna, kreskówkowa oprawa graficzna. Tła cieszą oczy detalami, przerywników filmowych jest sporo i spogląda się na to wszystko z nieukrywaną przyjemnością. Owszem, można by dodać kilka klatek animacji ruchom postaci, ale aż tak mocno te braki nie przeszkadzają. No, zazwyczaj nie, bo kilka razy w istocie nie sposób rwanej animacji przeoczyć. Angielski dubbing tradycyjnie dla serii wypada znakomicie, muzyka natomiast perfekcyjnie podbudowuje klimat. Znanym utworom towarzyszą nowe, a pomiędzy rozdziałami wysłuchujemy śpiewanych ballad. Innymi słowy - jest profesjonalnie i do niczego nie jestem w stanie się przyczepić.

Humor. Tu można się kłócić, bo każdego śmieszy co innego i nie ma sensu wchodzić w temat zbyt głęboko. Trzecia Deponia to festiwal rozmaitej maści gagów. Tych wyższych i niższych lotów, przy czym część z nich naprawdę śwista nisko podłoża i pewna grupa graczy może poczuć się chwilami zniesmaczona. Na szczęście przeważają te mniej prostackie żarty i ja sam niejednokrotnie parskałem śmiechem, bawiąc się przednio. W moim prywatnym rankingu seria Deponia to jedna z najzabawniejszych przygodówek ever. Wyrzuciłem to z siebie, czas na podsumowanie.

Goodbye Deponia to klasyczna przygodówka wypełniona po brzegi atrakcjami i humorem. Długa, wciągająca, odpowiednio urozmaicona i sycąca na każdej płaszczyznie gra, którą polecam wszystkim fanom poprzednich dwóch odsłon serii. Trzecia przewyższa je grywalnością i realizacyjnie - jeśli przedtem byliście zadowoleni, to tu będziecie zadowoleni potrójnie ;) Brać i grać.

Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz