piątek, 11 marca 2016

Subject 13 - Recenzja [PC]

Subject 13, Microids, przygodowa, 2015, PC
Paul Cuisset, twórca m.in. Flashbacka, po latach wraca do gry, tworząc niemalże w pojedynkę utrzymaną w klimatach sci-fi przygodówkę Subject 13. Fabuła, zagadki czy okiełznanie silnika Unity to jego sprawka, Cuisset chciał bowiem wrócić do czasów, kiedy wielkie hity powstawały w zaciszach sypialni zdolnych zapaleńców. Udało się połowicznie, bo choć rozgrywka jest chwilami niewątpliwie przyjemna, to całość przypomina raczej krótkometrażówkę i upstrzona jest małymi, acz irytującymi usterkami.

Subject 13 powstawał tylko o jeden miesiąc dłużej niż liczba w tytule gry, co przekłada się na stosunkowo niedługi czas potrzebny do ujrzenia finału - 6, góra 7 godzin i przygodę mamy za sobą. O ile oczywiście nie zajrzymy do solucji. Fabuła początkowo intryguje swoją tajemniczością i nie wykładaniem kawy na ławę. W introdukcji jesteśmy świadkami wypadku samochodowego i śmierci Franklina Fargo, fizyka o aparycji geeka, z którym bardzo łatwo zdołałem się utożsamić (i to nie tylko dlatego, że facet nosi okulary). Umiera, a jednak nie umiera, budząc się w szczelnie zamkniętej kapsule i wysłuchując komputerowego głosu, który tytułuje go jako Obiekt 13 i rzuca na pożarcie... łamigłówek. O co chodzi, dowiemy się z czasem. Generowany przez syntezator głos, znajdowane audiologi i hologramy wespół z zagadkami pozwolą nam dotrzeć do rozwiązania tajemnicy. Opowieść jest ciekawa, kolejne jej fragmenty otrzymujemy stopniowo, ale blednie nieco na tle ciągłego rozpracowywania różnych urządzeń, mechanizmów, a nawet walki z florą i fauną wyspy (tak, jesteśmy na wyspie), na której się znajdujemy.

Właśnie tu bohatera czekają pierwsze poważne wyzwania
Otóż to, główną sól Subject 13 stanowią problemy natury logicznej. Zagadki przygotowane przez Cuisseta są liczne i ciekawe, choć przy tym zaskakująco mało oryginalne i poza jednym wyjątkiem nie powodujące przepalania się obwodów pod czaszką. Wychodzę jednak z założenia, że to, co dobrze znane, przyswajane jest z łatwością i przyjemnością, co w wypadku rzeczonego tytułu sprawdziło się w stu procentach - granie w Subject 13 jest zwyczajnie satysfakcjonujące. Fajnym, urozmaicającym przygodę patentem okazuje się również możliwość badania przedmiotów i rozmaitych obiektów ze wszystkich stron, co pozwala odkryć na przykład skrytki w książce czy umożliwić słoikowi zrzucenie przyblokowanej pokrywki. Również wszelkimi korbami i kluczami samodzielnie musimy pokręcić - to na tyle rzadkość w gatunku, by sprawiała swoistą frajdę.

Scenki przerywnikowe to w Subject 13 dość rzadki widok
Są w tej grze dwie dość trudne zagadki - ta związana z systemem liczbowym tubylców (półtorej godziny dochodziłem do rozwiązania) oraz ostatnia, będąca potężną planszą... windowsowego sapera. W przypadku tej drugiej łamigłówki wyrażenie trudna jest odrobinę nieprecyzyjne, bo całość wymaga po prostu dużych pokładów cierpliwości. Mam niejasne wrażenie, że była to desperacka próba przedłużenia rozgrywki.

Graficzna strona Subject 13 przedstawia się zjadliwie, acz nieco plastikowo i chwilami (roślinność) jest mocno zacofana. Wiadomo, niewielki budżet nie pozwolił na szaleństwa, można na to przymknąć oko. Irytują zaś różne techniczne niedoskonałości. A to bohater gdzieś utknie, a to punkt interaktywny z przodu badanego obiektu jest wykrywany również z tyłu (co wprowadza lekki zamęt), nie wspominając już nawet o systemie autozapisu, który niemal nigdy nie zapamiętuje zebranych ostatnio audiologów... trochę tych grzeszków się znajdzie, na szczęście jednak nic psującego grę.

Klucz. To dobry znak - coś otworzymy. 
Muzyka jest odpowiednio klimatyczna, buduje nastrój i zachęca do niespiesznego zajmowania się łamigłówkami. Utworów jest niestety tylko kilka, ale po tych sześciu czy siedmiu godzinach wciąż nie frustrują, a więc ich rola zostaje spełniona. Angielskie głosy postaci brzmią zaledwie poprawnie. Zarzucić zbyt wiele im nie można, ale i pochwalić się nie da.

Grając w Subject 13 warto pamiętać o tym, że poza stroną audio i wideo jest to dzieło zaledwie jednego człowieka. Ta perspektywa pozwala lepiej docenić ilość pracy, jaką autor w swoją produkcję włożył. Pomimo kilku zarzutów i sporej garści niepochlebnych opinii w sieci, ja sam Subject 13 jestem w stanie bez wyrzutów sumienia polecić wszystkim miłośnikom gatunku. Nie jest to rzecz wspaniała i ponadczasowa, ale te kilka godzin spędzonych przed monitorem wypełnia poczucie dobrze zainwestowanych pieniędzy i własnego czasu. Do oceny dorzućcie plusa.
Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Załapałam się na darmową wersję od Microids, zagrałam troszkę i stanęłam, nie z powodu problemów z przejściem, czy zagadkami ani technicznych a niestety....nudy. Ta gra mnie nudzi niemożliwie. Może kiedyś, jeśli będę cierpieć na całkowity brak przygodówek do przejście (co pewnie nie stanie się szybko) to dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń