czwartek, 7 kwietnia 2016

Ślepy Trop - Jorn Lier Horst [Recenzja]

Ślepy Trop, Jorn Lier Horst, 400 stron, Smak Słowa.

Jorn Lier Horst to pisarz z konkretnym dorobkiem (dziesięć tomów serii z komisarzem Wistingiem robi wrażenie, przyznajcie sami) i rosnącą stale rzeszą fanów, do których od tej chwili zaliczam się również ja sam. Uprzedzam trochę fakty, ale inaczej się nie da. Ślepy Trop to bowiem zwyczajnie bardzo dobra książka.

Samotna matka, Sofie Lund, przeprowadza się z roczną córeczką Mają do domu, który odziedziczyła po dziadku, trudnym w kontaktach człowieku, od lat pozostającym w kręgu zainteresowania policji. Sofie postanawia wynająć firmę sprzątającą, aby wyrzucić z domu wszystkie pamiątki po krewnym, o którym najchętniej chciałaby zapomnieć. Pozostaje po nim tylko sejf, przytwierdzony na stałe do podłogi w piwnicy. W sejfie leży coś, co zaskoczy nie tylko Sofie Lund, ale też wszystkich pracowników komendy policji w Larviku. Tajemniczy przedmiot doprowadzi do ponownego otwarcia sprawy, która od dawna nie daje spokoju Williamowi Wistingowi.

Poprzednią wydaną u nas powieść autora - noszącą tytuł Poza Sezonem, recenzja do przeczytania tutaj - oceniłem umiarkowanie pozytywnie, kręcąc nosem na kilka mniejszych lub większych i momentami dość uciążliwych usterek czy zgrzytów. Uciążliwych na tyle, bym do dziś miał je w pamięci. Ślepy Trop, co przyznaje z niekłamaną satysfakcją, jest tych felerów pozbawiony - to kryminał w takiej formie, jaką cenię sobie najbardziej. Przede wszystkim chylę czoła nad precyzyjnie zaplanowaną fabułą i bardzo angażującym wątkiem kryminalnym oraz - co też ważne! - garścią równie interesujących wątków pobocznych, które związane są zazwyczaj z życiem prywatnym bohaterów i osób blisko z nimi związanych. Nie jest ich zbyt dużo, a jednocześnie nie jest ich zbyt mało - autor znalazł upragniony złoty środek, przez co ciesząc się nimi ani przez chwilę nie tracimy z oczu głównego i koniec końców najistotniejszego dla tego gatunku wątku i pytań - kto zabił i dlaczego. Niesamowicie podobała mi się ponadto zaznaczona na okładce naszego wydania cytatem z zagranicznej recenzji wiarygodność z jaką Horst przedstawia wydarzenia i swoich bohaterów. Uzyskuje ją często prostymi, ale niesamowicie skutecznymi metodami, za sprawą których historię odbiera się bardzo emocjonalnie i z tkwiącym gdzieś poczuciem, że ukazane wydarzenia faktycznie mogły lub mogą mieć kiedyś miejsce. Da się? Da. Bo to, co nie zagrało mi w Poza Sezonem, tu wypada po prostu znakomicie. Strona psychologiczna, przekonujące przedstawienie postaci i dialogi są o dwie klasy lepsze niż ostatnio. Można odetchnąć z ulgą.

O samej kryminalnej intrydze nie ma sensu cokolwiek pisać. Rzucę tylko, że lektura i jej poznawanie od początku do końca sprawia satysfakcję. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, to wiecie co należy zrobić. W ramach podsumowania - Ślepy Trop to powieść z wciągającą, zapadającą w pamięć fabułą i bohaterami, których łatwo polubić i im kibicować. Chwaliłem niedawno Zaklinacza, ustanawiając go w myślach jako mocnego kandydata na mój kryminał roku, ale powieść Horsta okazała się równie dobra, a w kilku aspektach nawet lepsza i spójniejsza na tle książki Carrisiego. W tej chwili Jorn Lier Horst wskakuje na podium moich ulubionych autorów tworzących w obrębie tego gatunku. Czy tam zostanie? To się dopiero okaże. Trzymam kciuki i oczekuje kolejnej sprawy prowadzonej przez komisarza Williama Wistinga. A Ślepy Trop nie tylko polecam, co wręcz mocno sugeruję zakupić i przeczytać. Warto.



2 komentarze:

  1. Poprzednie książki Horsta podobały mi się umiarkowanie, ale cieszę się, że tak pozytywnie piszesz o "Ślepym tropie", bo mam w planach go przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzja jak zwykle świetna, a do tego ocena 9/10 książka faktycznie musi być warta uwagi :)

    OdpowiedzUsuń