czwartek, 28 marca 2019

Thithi (2015)

Thithi, 2015, Indie, reż. Raam Reddy

Thithi obejrzałem właściwie przypadkiem. Leżąc trawiony gorączką w łóżku stwierdziłem, że włączę sobie coś nasennego. Tak, żeby sobie grało w tle, kiedy ja będę odpływał w objęcia Morfeusza. To jeden z moich zwyczajów, zasypiać kiedy gra telewizor albo telefon z uruchomionym Spotify - i wcale nie ważne, czy jestem chory czy zdrowy ;) W każdym razie, wpadłem nagle na dwugodzinną produkcję zatytułowaną Thithi (co w południowych Indiach, jeśli dobrze wyczytałem, oznacza obrządki połączone z ucztą organizowane jedenaście dni po pogrzebie zmarłego - i to właśnie ma miejsce w finale) z 2015 roku. Włączyłem, zacząłem oglądać i... wsiąkłem.
To jeden z tych obrazów, które kupują mnie swoją prostotą. Rzecz rozgrywa się w indyjskim stanie Karnataka, a dokładniej na terenie niewielkiej wioski, gdzie żywota dokuje pewien stuletni z okładem jegomość. My zaś po scenie otwierającej obserwujemy życie jego syna, wnuka i prawnuka. Wiekowy syn chadza własnymi ścieżkami popijając alkohol i kontemplując otaczającą go rzeczywistość, wnuk myśli wyłącznie o tym, jak dostać spadek po zmarłym dziadku, a prawnuk ugania się za swoją znalezioną właśnie miłością. W bardzo fajny sposób wszystkie te wątki przecinają się i łączą w finale. Historia jest ciekawa, podążałem za nią z zainteresowaniem, ale najbardziej ujęła mnie w tym filmie jego szczerość, naturalność, możliwość podglądania codziennego życia małej południowoindyjskiej wioski. Zwyczaje, zachowania, mowa ciała, rozmowy (w języku Kannada), wszystko to chłonąłem z niegasnącą fascynacją. Aktorzy, a przynajmniej większa ich część, to naturszczycy, nie odgrywają ról, są po prostu sobą. I to widać. Bardzo podobały mi się poza tym zdjęcia, praca kamery. I aż szkoda, że to tylko dwie godziny. Sam jestem zaskoczony tym, jak dużo przyjemności dał mi ten seans.

Film można obejrzeć na Netflixie z polskimi napisami. Niestety tłumacz odwalił swoją robotę na chybcika, chyba nawet nie oglądając filmu. Ot dostał skrypt i go przełożył. Sam sporo bym poprawił, ale koniec końców nie jest tak źle, by wieszać tu teraz na kimś psy ;)

1 komentarz: