czwartek, 30 lipca 2015

PIXEL #6 [Omówienie zawartości]

Spracowana załoga Pixela postanowiła nieco odsapnąć od wytężonego stukania w klawiaturę, skutkiem czego w kioskach i salonach prasowych pojawił się łączony numer magazynu (lipiec-sierpień). Szkoda, zwłaszcza że konkurencja nie śpi, choć na otarcie łez czasopismo zostało zafoliowane, a wewnątrz znajdziemy specjalną kartę pozwalającą na wyrwanie trzech pełnych wersji gier (w formie kluczy Steam). Miły gest, zwłaszcza że nie musimy za niego nic z własnej kieszeni dokładać. Jak mawiają - darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

A co w numerze? Tradycyjnie 116 napakowanych smakowitościami stron. Tak, wiem, to już się robi nudne, znów będę chwalił Pixela. Ale jak nie tu chwalić, kiedy jego lektura niemal w całości stanowi esencje czystej frajdy? Sentymentalny ze mnie typ, a ktoś tam najwyraźniej wie, jak ten fakt wykorzystać ;) Tematem "szóstki" jest obchodząca swoje 30 urodziny Amiga, której poświęcono kilkanaście stron i okładkę. Znajdująca się na niej ilustracja prezentuje się prześwietnie i jest w mojej opinii chyba najlepszym z udostępnionych jak dotąd coverów Pixela. Piszę chyba, bo ten z Monkey Island (#5) podoba mi się równie mocno.

Tadam! Tak wygląda cała szóstka w mojej kolekcji.
Strona wizualna to jedno, teksty drugie. Po dość długim wstępniaku (Micz się rozkręca, w to mi graj) i omówieniu pełniaków (Top Hat, Koszmary z Głębin 3: Davy Jones, The Campaign Series: Wrzesień '39) razem z obieżyświatem Bartoszem Czartoryskim zwiedzimy Disneyland (zazdroszczę mu tych wypraw!), łykniemy garść faktów o powstającym survivalowym The Flame in the Flood, po czym przeteleportujemy  się do Afryki, gdzie, jak się okazuje, również powstają gry. Znaliście produkcję pod tytułem Toxic Bunny? Ja nie znałem ;) Znam za to Artifex Mundi, choć namacalnie zaledwie od kilku miesięcy, bo dopiero pod koniec zeszłego roku odpaliłem i ukończyłem jedną z ich gier (recka na blogu). Z tym większym zainteresowaniem przeczytałem zatem relacje Pixela z wizyty w siedzicie Katowickiego producenta słynącego z przygodówek HOPA. Tekst niedługi, ale wypchany taką ilością informacji, by w pełni usatysfakcjonować, a przy okazji podsycić chrapkę na odpalenie dołączonego do pisma pełniaka powstałego w trzewiach tego biurowca. Dalej nowość, lista sprzedażowych hitów CDP.pl, co jest zapewne materiałem sponsorowanym, ale sam pomysł na topkę uważam za niezły. 

Jedna ze stron o serii Wizardry
Play the Game. Dział recenzji otwiera gra Kholat, eksploracyjny horror, który sam nie do końca wie, czym chciałby być, w wyniku czego ostatecznie okazuje się umiarkowanym rozczarowaniem. Ocieram łzy, bo sporo sobie po tym tytule obiecywałem. Jest jeszcze wywiad z jego producentem, który co nieco pewne rozwiązania i decyzje tłumaczy i mimo wszystko skłania do odpalenia i samodzielnego przemierzania ośnieżonych terenów niesławnej Przełęczy Diatłowa. Polecam zgłębić temat - miłośnicy tajemnic będą w swoim żywiole.  Bardzo ciekawie wygląda za to Homesick. Zwłaszcza wygląda (realistycznie, bardzo sugestywnie przedstawione lokacje), bo sama rozgrywka podobno czterech liter nie urywa. Chlip po raz drugi. Dalej trafiamy na: MMO zatytułowane Wander, stworzonego przez Tomasza Wacławka Ronina, zaskakująco dobre Invisible inc., oldskulowe Dex, przygodowe Subject 13 spod dłuta Paula Cuisseta, klimatyczne Toren, chcące być czymś więcej niż grą Sunset (btw: twórcy zniechęceni słabą sprzedażą obrazili się na świat i postanowili porzucić tworzenie gier), ciekawe kooperacyjne Magicka 2, kontrowersyjne, ale nie oferujące niczego specjalnego Hatred, strategiczne Order of Battle: Pacific, multiplayerowe Verdun, oraz Technobabylon. Sporo do czytania, ale najlepsze wciąż przed nami.

Hall of Fame uderza z grubej rury kontynuacją potężnego tekstu omawiającego losy i dzieje serii Wizardry (ciekawsze niż ostatnio), by kilka stron później przenieść się w kosmos, gdzie czeka na opis kilka odsłon kultowego w niektórych kręgach Wing Commandera. Sam nigdy w to nie grałem, nie potrafię grać w symulatory wszelkiej maści (nawet w H.A.V.X. na niższym stopniu trudności się męczyłem, a to w sumie zręcznościówka), ale przyznam szczerze, że coś mnie kusi, by posmakować dzieła ze stajni Originu. Może kiedyś, nie wykluczam. Nieco dalej niezawodny Piotr Mańkowski przeprowadza wywiad z Jeffem Burtonem, facetem, którego możecie kojarzyć chociażby ze słowami Atari i EA. Bardzo ciekawa jest też historia Looking Glass Technologies, producenta odpowiedzialnego za Ultime Underworld, System Shocka czy Thiefa. Piękne gry, zasłużona dla branży ekipa, solidny tekst. Piotr Pieńkowski sięga z kolei jeszcze dalej w przeszłość, do lat 70-tych i momentu, w którym zaistniał termin "gry wideo". Materiał kapci z nóg nie zrzuca, brakuje mu nieco jakiejś myśli przewodniej, ale czyta się go przyjemnie. Co dalej?  Przy okazji omawiania działu recenzji wspomniałem nazwisko Paula Cuisseta, pamiętacie? Twórca wydanego niedawno Subject 13 odpowiada za kultowego Flashbacka, a Jacek Marczewski przeprowadził z nim interesującą rozmowę, po której już wiem, że po grę sięgnę. 

W Secret Level kolejny wywiad, tym razem z Jackiem Ciesielskim, którego starsi czytelnicy kojarzą zapewne jako faceta od planszówek i gier logicznych i który w dużym stopniu przyczynił się do popularyzacji powyższych w naszym kraju. Następnie czytamy o obecnej kondycji flipperów w Nowym Jorku. Nie moje klimaty, ale materiał solidny. Miłośników muzyki w grach (to ja!) ucieszy przybliżenie sylwetek ośmiu zasłużonych dla branży kompozytorów. Kondo, Uematsu, Soule... jeśli te nazwiska są Wam obce, wstydźcie się i uzupełniajcie wiedzę ;) Z tematów okołogrowych i zupełnie z nimi nie związanych poczytamy o wspomnianej już nieco wyżej tajemniczej śmierci uczestników wyprawy górskiej z 1958 roku oraz o problemach z bezpiecznym lądowaniem na powierzchni Marsa (User Jama). Dział zamyka komiksowy felieton Śledzia.

W Creditsach sporo mięcha. Głównie Amigowego (w końcu), choć nie tylko, bo znajdzie się ponadto kilka felietonów, tekst o sekretach w grach oraz Bartek Kluska przybliżający Giełdę Światową, dzieło Artura Hałaczkiewicza z 1994 roku. Amiga dostała zaś materiały przybliżające jej historię jako taką, omawiające czas wysypu gier, redakcyjne wspominki oraz omówienie hitów, które nawet i dziś potrafią wyrwać kilka(dziesiąt) godzin z życiorysu. Nawet mnie, który Amige zna tylko z literek na papierze i emulatora (w pierwszej połowie lat 90-tych kupowałem i studiowałem magazyny o grach posiadając tylko Pegasusa, a potem - kiedy już dochrapałem się dostępu do internetu - uzupełniałem wiedzę przy pomocy WINUAE) teksty te wciągnęły i zachęciły do wklepywania co ciekawszych tytułów na YouTube. Fajna sprawa. I to by było na tyle.

Zainteresowani? Na zakup szóstego Pixela macie jeszcze cztery tygodnie. Zachęcam, bo poza naprawdę ciekawą lekturą dostaniecie trzy pełne wersje gier, co za kwotę 14,50 zł. jest ofertą godną co najmniej solidnego rozważenia.

Piotr Wysocki

2 komentarze: