niedziela, 31 marca 2019

Zagrajmy w Rise of the Dragon by Vicek83

Na moim ulubionym kanale YouTube Vicek83 rozpoczął serię let's play z przygodówki Rise of the Dragon, dzieła spod dłuta ekipy ze studia Dynamix, w którym pracowali bracia Piotr i Dariusz Łukaszuk (ten pierwszy dołożył też swoją cegiełkę do Betrayal at Krondor, jednego z najlepszych i najważniejszych RPG-ów w mojej karierze gracza). Rise of the Dragon to jedna z tych gier, o których czytałem, ale nigdy nie miałem odwagi przejść. Powody? Mający niebagatelny wpływ na rozgrywkę upływ czasu i możliwość utknięcia na dobre. Ale obejrzeć zmagania kogoś, kto zna tytuł na wylot i przez wszystkie problemy przejdzie lekko i gładko - w to mi graj! :)

piątek, 29 marca 2019

Smocze Historie (PC) [RECENZJA]

Smocze Historie, tyt. oryg. Dračí Historie, NoSense, 1995, darmowa

Stało się. Pewnego pięknego dnia postanowiłem w końcu uruchomić i przejść Smocze Historie, które to na moim dysku twardym przeleżały prawie cztery lata. Zwlekałem, bo wydawało mi się, że to jakaś prosta i infantylna gra dla kilkuletnich brzdąców. Nie jest. Dość powiedzieć, że padają w niej takie określenia jak gówno, znajduje się co najmniej jeden nie do końca na miejscu żart (Bert komentuje kamień słowami "jest mały, ale twardy - tylko bez skojarzeń"), a i trupy czy mielone żywcem krasnale się pojawiają. Cóż, jeśli już ktoś chcę pokazać Smocze Historie dzieciakom, to tylko na własną odpowiedzialność :P

czwartek, 28 marca 2019

Thithi (2015) [RECENZJA]

Thithi, 2015, Indie, reż. Raam Reddy

Thithi obejrzałem właściwie przypadkiem. Leżąc trawiony gorączką w łóżku stwierdziłem, że włączę sobie coś nasennego. Tak, żeby sobie grało w tle, kiedy ja będę odpływał w objęcia Morfeusza. To jeden z moich zwyczajów, zasypiać kiedy gra telewizor albo telefon z uruchomionym Spotify - i wcale nie ważne, czy jestem chory czy zdrowy ;) W każdym razie, wpadłem nagle na dwugodzinną produkcję zatytułowaną Thithi (co w południowych Indiach, jeśli dobrze wyczytałem, oznacza obrządki połączone z ucztą organizowane jedenaście dni po pogrzebie zmarłego - i to właśnie ma miejsce w finale) z 2015 roku. Włączyłem, zacząłem oglądać i... wsiąkłem.

środa, 27 marca 2019

Moje wynurzenia #1

Kolejny zryw do pisania i publikowania powstałych w ten sposób wypocin na blogu nie wziął się znikąd. Od lutego właściwie nieustannie jestem przeziębiony. Kiedy już wydaje mi się, że przestaje szczekać i siąpić nosem, to wieczorem albo w środku nocy (na razie jest 2:1 dla opcji drugiej) dociera do mnie nagle, że znów boli mnie gardło. I cały proces się powtarza - gardło i zbolały szept, katar i zużywanie kilogramów ręczników jednorazowych, kaszel i wypluwanie wnętrzności... Można zwariować.

środa, 20 marca 2019

Hungerford (2014) [RECENZJA]

Hungerford, 2014, horror, found footage, reż. Drew Casson, wyst. Georgia Bradley, Sam Carter, Drew Casson

Grupa znajomych kontra złowieszcza siła zagrażająca rasie ludzkiej. Temat ograny do bólu zębów, ale że Hungerford zrealizowano w konwencji found footage, to coś mnie podkusiło i znalazłszy go pewnej bezsennej nocy podczas przeczesywania zasobów Netflixa, postanowiłem sprawdzić na własnej skórze, jak bardzo zły się okaże.

wtorek, 19 marca 2019

The 5,000 Fingers of Dr. T (1953) [RECENZJA]

The 5,000 Fingers of Dr. T, 1953, reż. Roy Rowland, wyst. Peter Lind Hayes, Mary Healy, Hans Conried, Tommy Rettig

The 5,000 Fingers of Dr. T z 1953 roku to zupełnie nieznany w Polsce film (brak emisji w tv i piętnaście głosów na Filmweb) z gatunku fantasy/musical. Wielka szkoda, moim zdaniem wart jest poświęcenia mu kilkudziesięciu minut.

poniedziałek, 18 marca 2019

Rzeka bez powrotu / River of No Return (1954) [RECENZJA]

Rzeka bez powrotu / River of No Return, 1954, reż. Otto Preminger, wyst. Marilyn Monroe, Robert Mitchum, Tommy Rettig, Rory Calhoun

Wpis z nieistniejącego na moim blogu cyklu Ostatnio Widziane ;) Obejrzałem nie tak dawno temu film "Rzeka bez powrotu" z 1954 roku w reżyserii Otto Premingera z Marilyn Monroe, Robertem Mitchumem i Tommym Rettigiem w rolach głównych. 

sobota, 16 marca 2019

Hipotermia - Arnaldur Indriðason [RECENZJA]

Hipotermia, Arnaldur Indriðason, W.A.b., 2016, 320 stron

I kryminał i obyczajówka, co u tego pisarza jest zwyczajem, a co trafiło w sam środek tarczy mojego gustu od pierwszej wydanej u nas jego książki. Niektórzy jojczą, że wątki kryminalne schodzą u Indridasona niekiedy zbyt mocno na drugi plan, ale, kurka, nic nie poradzę, że mnie w jego powieściach równie mocno wciąga rozwiązanie tajemnicy kryjącej się za jakimś zgonem, co prywatne życie bohaterów.

piątek, 15 marca 2019

Legimi - moja opinia po czterech miesiącach korzystania z wypożyczalni e-booków

Legimi, PC, iOS, Android, wybrane czytniki e-booków, 6,99 zł - 44,99 zł

Z zasobów Legimi korzystam od czterech miesięcy z hakiem. Złowili mnie darmowym miesięcznym dostępem. Miałem tylko sprawdzić, z czym się to je - wiecie, jak typowy cebulak, dajo za darmo, to biere - a zostałem na dłużej. Czy rzeczywiście warto? Postanowiłem to sprawdzić w najbardziej brutalny sposób - dokonując prostych obliczeń :)

Najpierw jednak słów kilka o zadach i waletach Legimi ;) Plusy usługi to nieograniczony* dostęp do 25 tysięcy e-booków i audiobooków. Co tydzień do zakładki nowości trafia spora garść premier i nawet jeśli nie są to wszystkie książki, które mam na radarze, to jest ich na tyle dużo, bym miał nad czym ślęczeć. Kilka dni temu na przykład doczekałem się zbioru "17 podniebnych koszmarów" z opowiadaniami Owena Hilla i Stephena Kinga oraz "Buntowniczek" opowiadających o życiu Mary Wollstonecraft i i jej córki Mary Shelley, autorki "Frankensteina". I tak właściwie co tydzień znajduje coś dla siebie, wirtualna półka zdążyła przez te kilka miesięcy wypchać się po brzegi. Jak dobrze, że - w przeciwieństwie do moich fizycznych półek - ta z Legimi przyjmie każdą ilość literatury :p

Do minusów z kolei muszę zaliczyć mającą tendencje do wolnego działania albo resetowania aplikację na Androida. Nie do końca podoba mi się też zakładka z nowo dodanymi książkami. Nagminnie zdarza się, że świeżo dodane tytuły trafiają w rejony piątej czy szóstej dziesiątki listy i trzeba się trochę nakopać, by je odszukać. Łatwo więc coś przegapić.



Tymczasem trochę matematyki. 3 x 44,99 zł (płacę za największy pakiet zawierający e-booki i audiobooki) daje w zaokrągleniu 135 zł. Załóżmy jednak dla otrzymania bardziej precyzyjnego na przyszłość wyniku, że zapłaciłem 45 zł też za darmowy pierwszy miesiąc korzystania z usługi. Portfel uszczupla się zatem już o 180 zł. Kwota wydaje się spora. Zwłaszcza jeśli ktoś nie jest w stanie przeczytać miesięcznie więcej jak jednej czy dwóch książek, wtedy jednak może wybrać jeden z tańszych pakietów (o tu). Ja przez cztery miesiące przeczytałem (tylko na Legimi, bo wciąż sięgam po swoje papierowe zbiory) 25 książek. W tym mnóstwo tytułów świeżych, za które musiałbym zapłacić nawet w tanich księgarniach po 25-35 zł.
Ale bez zbędnego paplania 180 zł dzielimy na 25 tytułów, co daje nam średnią 7 złotych i 20 groszy za książkę. Widać jak na dłoni, że w moim wypadku to dobry interes. Hajs się zgadza, jak mawiają mądrzy ludzie :p



I póki zgadzać się będzie, zamierzam z tej oferty korzystać. Nawet jeśli czytam na męczącym przy dłuższych posiedzeniach tablecie, bo mój leciwy czytnik nie jest obsługiwany przez Legimi. 

Jeśli macie swoje przemyślenia odnośnie tematu, piszcie śmiało, chętnie je poznam :)

Możecie też sami wypróbować Legimi przez 30 dni za darmo (zamiast standardowych 7 dni) klikając w ten link: o tutaj

A jeśli po okresie próbnym postanowicie zostać z Legimi dłużej, to ja dostanę 14 dni darmowego dostępu, taki bajer :)

*nieograniczony w przypadku wybrania najdroższej opcji (44,99 zł), pozostałe mają swoje limity - opcja bez audiobooków (39,99 zł), bez audiobooków i limitowaną liczbą stron jakie można przeczytać w miesiącu (1500, 1000 albo 3000 za kolejno 24,99 zł, 19,99 zł i 6,99 zł). Dla każdego coś miłego.

czwartek, 14 marca 2019

Wyrzuć MORTALA 3, sprawdź Polaków - jak reklamowano gry w polskiej prasie lat 90-tych.

Przeglądając stare czasopisma o grach w równym stopniu z zainteresowaniem rzucam okiem na teksty członków redakcji co i treść... reklam. Bo kiedyś to było, zwłaszcza przy rodzimych produkcjach, nierzadko lichej i odstającej od światowych standardów jakości, że autorzy drukowanych w prasie zachęcajek musieli stawać na rzęsach by średni produkt przedstawić jako ten wyjątkowy. Mówiąc wprost - ściemniać, ewentualnie koloryzować fakty. I to jest dziś na swój sposób urocze ;) Kilka reklam wyszperałem ze swoich archiwów i profesjonalnie sfotografowałem smartfonem. Obiecuje, po pierwsze, że kiedyś podmienię je na skany i po drugie, że wraz z odnajdywaniem nowych kąsków dorzucać będę je do tego wpisu. I uprzedzając dąsy - nie każda z zaprezentowanych tu reklam czy gier to przykład tego o czym pisałem powyżej. Część i owszem - moim ulubieńcem jest ta zachęcająca do nabycia Prawa Krwi :) Enjoy!

MDK 2 [PC] [RECENZJA]

MDK 2, BioWare, PC, gra dostępna na GOG i Steam

Po skończeniu pierwszego MDK miałem w planach powtórzenie po latach drugiej odsłony przygód Tony'ego Tougha, te jednak nie chcą współpracować z moim sprzętem - obiekty 3D (głównie postaci) są niemal niewidzialne, złożone z garści przypadkowych pikseli - sięgnąłem więc z rozbiegu po drugiego MDK. W wersji polskiej, bo kontynuacja przygód Kurta dochrapała się pełnego tłumaczenia. Tak, tym razem bohaterowie kłapią dziobem i tego kłapania słuchamy po polsku - mniam! Co prawda dubbing jest niezły, ale samych dialogów zdecydowanie za mało. Ale jest, co dla mnie, niepoprawnego miłośnika polskich głosów w grach komputerowych, stanowi zaletę samą w sobie :)

wtorek, 12 marca 2019

Einstein-Rosen (2016) [RECENZJA]

Einstein-Rosen, 2016, 9 min., reżyseria: Olga Osorio

Lato 1982 roku. Mały Teo oznajmia starszemu bratu, że odkrył tunel czasoprzestrzenny, w co ten mu oczywiście nie wierzy. Do czasu... :)

piątek, 8 marca 2019

Instrukcja dla pań sprzątających - Lucia Berlin [RECENZJA]

Instrukcja dla pań sprzątających, Lucia Berlin, W.A.B., 448 stron

Na poły autobiograficzne opowiadania Lucii Berlin czytałem dwa tygodnie z okładem. I nie dlatego, że były złe czy nudne. Wręcz przeciwnie, to kawał znakomitej prozy, jednak ciężkiego kalibru. A że proza znakomita, to siadająca na psychice odbiorcy - czyli tu mojej, samej w sobie dość wątłej.

czwartek, 7 marca 2019

Dzielny giermek Kaszka - Władysław Krapiwin [RECENZJA]

Dzielny giermek Kaszka, Władysław Krapiwin, Nasza Księgarnia (1969 rok)

Wciąż mam na półce trzy opowieści Krapiwina do przeczytania (a dwie albo trzy kolejne do kupienia - choć te krótsze, dlatego zostawiam je na koniec), ale z pełną świadomością stwierdzam, że Dzielny giermek Kaszka będzie jedną z moich ulubionych książek tego pisarza :)

poniedziałek, 4 marca 2019

Wielka Gilly (2015) [RECENZJA]

The Great Gilly Hopkins, Wielka Gilly, 2015, USA

Jedenastoletnia Gilly, opuszczona we wczesnym dzieciństwie przez matkę, po wielu złych doświadczeniach znajduje schronienie w kolejnej rodzinie zastępczej. Inteligentna i zbuntowana dziewczyna myśli jednak jedynie o tym, by nieznana i idealizowana w marzeniach matka zabrała ją w końcu do siebie. Robi wszystko, by nie przywiązać się do nowej rodziny i zniechęcić ją do siebie. Czy z Trotterami poradzi sobie tak samo jak z poprzednimi opiekunami? 

Stephen Herek mierzy się z wydaną w 1978 roku książką Katherine Paterson, wydaną i kilka razy wznawianą również w naszym kraju ("Wielka Gilly", Nasza Księgarnia).

niedziela, 3 marca 2019

MDK [PC] [RECENZJA]

MDK, Shiny Enetertainment, 1997

Wyprodukowaną przez Shiny Entertainment i wydaną pierwotnie w 1997 roku grę MDK można dziś kupić i przejść na Steam i GOG. Ja miałem ją w bibliotece od tych drugich (była rozdawana kiedyś za darmo? Od kogoś dostałem? Nie pamiętam, naprawdę) i pod wpływem wspomnień postanowiłem odpalić. Wspomnień, bo pierwsze spotkanie z MDK zaliczyłem na komputerze wujka latem 1998 roku. Nigdy nie ukończyłem żadnego etapu, ale ślad w pamięci pozostał trwały.